Forum

Satyra a gry w dzisiejszych czasach - refleksje przy okazji CosmoFFolitan

  • Em
  • Em Avatar Autor
  • Wylogowany
  • Shiva
  • Shiva
  • Are you sure you want to exist?
Więcej
2017/11/10 18:58 #11361 przez Em
Em stworzył temat: Satyra a gry w dzisiejszych czasach - refleksje przy okazji CosmoFFolitan
Podczas zbierania materiałów do urodzinowego numeru czasopisma CosmoFFolitan przewinęło mi się przez głowę parę refleksji, którymi postanowiłam się z Wami podzielić. Część z Was miała do czynienia z tym projektem od początku, część nie, przybliżę więc pokrótce, o co właściwie chodzi: od sierpnia 2008 r. do stycznia 2009 r. Balamb.pl publikowało miesięcznik satyryczny pod tytułem CosmoFFolitan, będący parodią popularnego magazynu dla kobiet osadzoną w realiach świata Final Fantasy. Połączenie karkołomne i z pozoru kompletnie niespójne, swoją satyrę budujące właśnie na tym niedopasowaniu i doszukiwaniu się kompletnie przeinaczonej interpretacji scen ze znanych gier. Kadr z Final Fantasy X przedstawiający drużynę zgromadzoną przy ogniu w przededniu kluczowej misji został odmalowany jako ilustracja artykułu o grillowaniu. Wiele uwagi poświęcono ubiorowi i fantazyjnym fryzurom bohaterów. Postacie pojawiały się w wywiadach, zwykle pokazując kompletnie odmienną stronę niż tę znaną z fabuły gier. Cała zabawa polegała na tym, aby przekręcić sens elementów znanych z serii i przedstawić je w zupełnie innym świetle - naiwnym i sensacyjnym, oscylującym wokół typowo przyziemnych tematów, takich jak moda, uroda, styl, gotowanie czy związki damsko-męskie.

To właśnie zderzenie tych dwóch światów było punktem wyjściowym do stworzenia tego pisma. Z jednej strony podniosła atmosfera, będąca znakiem charakterystycznym dla serii - magowie, księżniczki, ratowanie świata, poważna fabuła, patetyczne dialogi, sceny pełne emocji. Któż nie wzruszył się, kiedy Vivi odkrył swoje przeznaczenie? Kogo nie zaszokowała śmierć Aeris? Seria Final Fantasy w czasach, gdy wydawaliśmy CosmoFF, była kojarzona właśnie z takimi scenami. Jasne, wtedy też się z nich podśmiewaliśmy, nierzadko robiąc sobie żarty z podniosłości niektórych momentów. Jednak wówczas, pomijając zamierzone elementy komiczne (od których pękała choćby część dziewiąta), Finale kojarzyły się nam raczej z poważnymi grami, które miały spójny zamysł i konkretną fabułę, istniejąc zupełnie poza naszym światem. Wrzucanie w ten świat bomby w postaci reklamy szamponu kompletnie zmieniało wymowę całej gry, odzierając ją z jej patetycznej otoczki (oczywiście twórcy również stosowali ten zabieg, jednak były to dość rzadkie przypadki, jak na przykład newsletter na temat pielęgnacji włosów Sephirotha w Crisis Core). Z drugiej strony mamy więc gadkę-szmatkę o gwiazdach, poradnik dotyczący zakupów czy propozycje strojów na gwiazdkowe przyjęcie - czyli te wszystkie pierdoły, z którymi codziennie, czy tego chcemy czy nie, spotykamy się na różnych portalach czy w kolorowej prasie. W 2008 roku pomiędzy tymi światami istniała spora przepaść. Dziś, dziewięć lat później, ten rów jest sukcesywnie zasypywany. Postacie z gier coraz mniej przypominają paladynów bez skazy sprzed lat - wystarczy choćby wspomnieć Prompto i Noctisa z FFXV, którzy prześcigają się w utyskiwaniu na wiatr, który niszczy im fryzury (ktoś kojarzy, żeby Squall czy Cloud kiedykolwiek poniżyli się do takich uwag?). Bohaterowie coraz częściej są pozbawiani nimbu herosa, którym otaczano ich w poprzednich częściach, sprowadzając ich do nadludzi, którzy nie muszą jeść ani nie potrzebują żadnych życiowych przyjemności, mając na celu jedynie swoją misję. Kiedyś gry traktowały takie przyziemne tematy bardzo umownie, ograniczając się do animacji namiotu na mapie, teraz mamy rozbudowane sekwencje przyrządzania posiłku (a ileż pracy włożono w realistyczny wygląd potraw w FFXV), rozkładania kempingu i innych wieczornych czynności, jakże typowych dla nas samych, jak choćby grania w gry czy przeglądania sieci w telefonie. Postacie są odbrązowione, stają się bardziej podobne do nas samych, przez co są bardziej wiarygodne - bo zdecydowanie łatwiej uwierzyć w dwudziestolatka, który martwi się stanem swoich włosów i chce przejść jeszcze jeden poziom gry przed snem, niż w siedemnastoletniego wojownika o psychice 50-latka steranego wojną, którego jedyną życiową przyjemnością jest wybijanie tyranozaurów. Jednak taka ewolucja sprawia, że te dwa światy - patos i przyziemność - coraz bardziej zbliżają się do siebie i w ich kolizji zanika element humorystyczny. No bo w sumie z czego się śmiać w takiej piętnastce? Zrobienie selfie sticka z miecza Sephirotha jest zabawne, bo wiemy, że to jest postać, która nigdy nie zajmowałaby się czymś takim, ale Prompto strzelający selfiki co pięć minut jest w tym tak prozaiczny, że naprawdę trudno go w jakikolwiek sposób wyśmiać. Brak patosu i przyziemność sytuacji odbiera możliwość komicznej nadinterpretacji - Prompto faktycznie lata z aparatem jak typowy dzisiejszy dwudziestolatek. Nie można wyśmiać tego, że postacie zajmują się czymś innym niż rzeczywiście powinny w obliczu istotnych wydarzeń z gry, bo one rzeczywiście to robią - prowadzą w zasadzie normalne życie, takie samo jak my, mimo tego że w tle fabuły dzieją się rzeczy wielkie i poważne. Spora część elementów humorystycznych, które można by zbudować wokół postaci, w tym wypadku odpada.

Od tego już tylko krok do kolejnego problemu, jakim jest coraz większa integracja świata przedstawionego w grze z realnym. I nie chodzi tu wcale o odchodzenie od motywów fantastycznych na rzecz teraźniejszości czy futuryzmu - wszak już w FFVII czy FFVIII mieliśmy do czynienia z rzeczywistością dość mocno podobną do tej, w której żyjemy. Tam jednak świat przedstawiony w grze był oddzielony bardzo grubą kreską od naszego. W nowszych częściach te światy coraz bardziej zaczynają się przenikać. Weźmy za przykład chociażby reklamy prawdziwych produktów, które zaczęły się pojawiać już w trylogii Final Fantasy XIII. Dziewięć lat temu, kiedy tworzyłam stare numery CosmoFF, postacie reklamujące realne produkty były czymś bardzo rzadkim (choć istniejącym: na przykład istniała reklama Coca-Coli z postaciami z FFIX, jednak nie pojawiała się ona w samej grze). Dlatego Sephiroth reklamujący tusz do rzęs czy Rinoa zachwalająca smażone skrzydełka chocobo byli elementami komicznymi, bo tak mocno odstawali od tego, jak przedstawiono ich w grach. Obecnie Lightning ma na koncie reklamy takich gigantów jak Prada czy Louis Vuitton. W związku z tą drugą marką przeprowadzono nawet z nią wywiad na łamach brytyjskiego pisma The Telegraph - czujecie to? Wywiad z postacią z gry w prawdziwym czasopiśmie! To, co było żartem lata temu w poczciwym CosmoFF, teraz staje się rzeczywistością w naszym świecie. W FFXV wyniesiono interakcję ze światem zewnętrznym na jeszcze wyższy poziom, bez żenady umieszczając w samej grze reklamy takich firm jak Coleman, Vivienne Westwood czy Cup Noodle - z tą ostatnią wiąże się zresztą osobny quest. Nie tylko reklamy są zresztą używane do przełamywania czwartej ściany - Prompto robi to regularnie, czyniąc w walkach aluzje do zdobywania EXP czy rzucając hasłem "to zupełnie jak w grze RPG!". To wszystko sprawia, że w zasadzie zanika element komiczny polegający na wplataniu znanych nam marek w nieistniejące światy - nowe Finale są doskonale zaznajomione z reklamą i unurzane w niej na tyle, że to po prostu przestaje bawić.

Osobnym zagadnieniem jest sam kierunek, jaki obiera dyskusja na temat gier w dzisiejszym świecie - a pisząc "świat" mam w zasadzie na myśli "świat wirtualny". W ciągu tej niecałej dekady podejście do popkultury zmieniło się diametralnie. Zapewne pamiętacie te wszystkie śmieszne obrazki, które krążyły po sieci dziesięć czy piętnaście lat temu. Było ich oczywiście sporo, ale jeśli ktoś mocno śledził daną produkcję, to zwykle miał z grubsza ogarnięty temat i wiedział, z czego śmieją się inni. Dziś, kiedy internet tonie w śmiesznych obrazkach, które już nie są śmiesznymi obrazkami, a memami, jest ich tak wiele, że nikt nie jest w stanie ogarnąć ich wszystkich. Jasne, nadal zdarzają się wyjątkowe perełki (chyba żaden dowcip na temat Lightning Returns nie jest tak dobry jak ten ), ale jeśli ktoś uważa, że właśnie wymyślił fajny żart, radzę najpierw sprawdzić w sieci - całkiem możliwe, że ktoś już na to wpadł. Podczas tworzenia tego numeru zdałam sobie sprawę z tego, że ewolucja, jaką wciąż przechodzi sieć, ma swoje dobre i złe strony. Owszem, znacznie łatwiej znaleźć grafiki do wykorzystania (niech żyją letspleje na Youtubie! Do dziś pamiętam, jak dla jednego obrazka musiałam przejść kilkanaście godzin w Final Fantasy VII), ale z drugiej strony, istnieje spore ryzyko, że dana idea została już przez kogoś użyta. Poza tym znacznie trudniej odróżnić dziś fanowskie przeróbki od oficjalnych materiałów. Formuła mema, choć wciąż bardzo popularna, zwyczajnie zaczyna się zużywać, i to, co dziś wydaje nam się śmieszne, za parę lat może budzić już tylko uśmiech politowania.

Zresztą, czy my sami trochę nie idziemy w tym kierunku? Odnoszę wrażenie, że kiedyś bawiło nas znacznie więcej rzeczy. Dowcipy, które kiedyś drukowano w czasopismach sprzedawanych w kioskach, teraz nazywane są pogardliwie "sucharami" i nie wypada się z nich śmiać, chyba że na zasadzie ironicznej, z obowiązkowym facepalmem. Złote myśli, które kiedyś wypisywano w zeszytach, dziś kwitowane są kpiarskim "ależ to głębokie". Nie wypada się przyznać, że cokolwiek budzi w nas gorętsze emocje. Śmiejemy się jakby półgębkiem, cały czas trzymając fason i podkreślając, że tak naprawdę wcale nas to nie śmieszy, a śmiejemy się właśnie dlatego, że to takie nieśmieszne. Całe to zblazowanie ma oczywiście swój sens, dzięki niemu nikt nie skrytykuje naszego gustu, a jeśli to zrobi, to zaraz wyprowadzimy go z błędu, mówiąc "no co ty, chyba nie sądzisz, że czytam to w innym celu niż dla beki?". Właściwie większość rzeczy w sieci robi się teraz dla beki. Albo z nudów. Tak jakoś głupio się przyznać, że coś nas faktycznie na poważnie interesuje i jesteśmy gotowi poświęcić temu swój czas. Dlatego tak, przyznaję, urodzinowy numer CosmoFFolitan też powstał z nudów i właściwie kompletnie mnie nie bawi. Zrobiłam go, bo akurat nie miałam nic lepszego do roboty. Jest nieśmieszny w swoich próbach bycia śmiesznym i właśnie dlatego jest śmieszny. A może wcale nie jest śmieszny? Sama już nie wiem. Czy tworzenie satyry w dzisiejszych czasach, kiedy wiadomości codzienne są tragikomedią, a język poważnych czasopism i wielkich portali informacyjnych jest uboższy i bardziej najeżony błędami niż język używany w memach, ma w ogóle jakikolwiek sens?

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Kto jest online

Odwiedza nas 160 gości oraz 0 użytkowników.

Nowy poziom!

  • Antanta awansuje dziś na nowy poziom! (24)
  • CornFlejks awansuje dziś na nowy poziom! (29)
  • Robin za 4 dni awansuje na nowy poziom! (34)
  • Kamil Brzostowski za 7 dni awansuje na nowy poziom! (29)
  • mati2935 za 9 dni awansuje na nowy poziom! (25)