Forum

Powierz mi wszystko (Final Fantasy Type-0)

Więcej
2011/12/04 17:38 - 2011/12/04 17:41 #7748 przez Lacus Clyne
Z góry zaznaczam, że opowiadanie nie zawiera spoilerów FF Type-0 (w każdym razie nie rażące:P). Całość to przejaw tak zwanego GPNK czyli Gówienka Pisanego Na Kolanie ;-)



Powierz mi wszystko


Rozdział 1.

Cater budziła się bardzo wolno i z trudem. Coś piekło pod powiekami, jakby miała tam tony piasku. Leżała na czymś twardym, ale nie rozumiała gdzie się znajduje, ani dlaczego. Słyszała głosy, ale nie dobiegały one z konkretnego kierunku. Brzęczały we wnętrzu jej głowy, niczym stado szarańczy. Chciała je przegonić gwałtownym ruchem ręki, ale straciła władzę w kończynach. Była pewna, że słyszy głos Matki. Słowa, które już kiedyś padły z jej ust. Fragmenty rozmów w gabinecie Akademii. Najczęściej bywał tam Ace, bo jemu Matka zdawała się powierzać jak najwięcej, ale ona sama także parę razy tam przesiadywała.
U Matki, która musiała radzić sobie z nieufnością władz Rubrum, a mimo to posyłała ich do walki na rzecz kraju.... Coś strzyknęło w kręgosłupie Cater i dziewczyna poczuła, że czyjeś ręce unoszą jej głowę lekko nad ziemią. Niemal natychmiast odzyskała przytomność. Głosy odpłynęły, a nad sobą w drgającym, bladym świetle rozpraszającym mrok, zobaczyła znajomą, spiętą twarz najwyższego ze swych przyszywanych braci.
- K...King? – wymamrotała jakby właśnie odgrzebała to imię z otchłani mózgu.
- Wyspałaś się już? – rzucił sarkastycznie, po czym głowa Cater na powrót zaryła boleśnie o twardą posadzkę.
- Ch...cholera... – chciała fuknąć, ale z jej ust dobiegło jedynie mamrotanie. Czuła się jak dobrze wykręcona ścierka. King jak zwykle kipiał troskliwością. Usłyszała brzęk odbezpieczanych gnatów.
- Czas ruszać, smarki. – powiedział spoglądając na jeszcze jedną postać schowaną w cieniu.
- Cater nie wygląda za dobrze... – dźwięczny głos wydobył echo z miejsca, w którym się znajdowali. – Wszystko dobrze, Cat?
To mogła być tylko jedna osoba. Cinque. Cater dźwignęła się do pozycji siedzącej. Dziewczyna, o włosach niemal tak rudych jak jej własne, z długim, grubym warkoczem, przyklękła kładąc jej dłonie na ramionach.
- Dasz radę? – z bliska miała cholernego zeza. Cater zawsze litościwie ukrywała przed nią ten fakt, bo Cinque rzadko patrzyła do lustra dłużej, niż przez ułamek sekundy. W ogóle mało co pochłaniało ją na dłużej, niż ułamek sekundy.
- A co my właściwie...tutaj robimy? – rozejrzała się wokół. – I gdzie my, kurna, jesteśmy?
Spróbowała wrócić do swojej naturalnej, zaczepnej maniery, ale wypadło to bardzo blado.
- Nie mów, że zapomniałaś! – prychnął King. Był wyraźnie nie w humorze. – Ace i reszta nie będą czekali na nas do usranej śmierci. Musimy przedrzeć się przez kanały nim podłożą ładunki wybuchowe.
- Taaa..., jasne. – Cater wstała i potężny zawrót głowy sprawił, że się zachwiała.
Cinque podała jej pomocnie dłoń.
- Musimy jeszcze spuścić łomot paru baaardzo złym facetom. – mrugnęła do niej.
Bosko. Cater rozciągnęła obolałe kończyny. Co to za dziwaczne uczucie, którego nie mogła się pozbyć? Uczucie, że jest obserwowana i że gdzieś w głębi duszy rozumie co to oznacza, ale nie potrafi ubrać tej wiedzy w słowa.
- Jesteśmy w Milites. W kanałach pod wojskowym laboratorium, dokładnie rzecz biorąc. – King nie marnował czasu. – Druga drużyna, którą kieruje Ace, podłoży ładunki wybuchowe, które zdezorientują przeciwnika. Wtedy my musimy wślizgnąć się do laboratorium i zdobyć klucz.
- Tym kluczem uszkodzimy oprogramowanie komputera, który steruje produkcją Magiteków. – dodała Cinque bardzo zadowolona, że może coś wtrącić.
- Dokładnie. – skinął King. – Prostszego planu być nie mogło.
- Mogę więc zapytać czemu jesteś tak bardzo wkurzony? – Cater nie dała się zwieść.
- Bo coś mi tu nie pasuje...
Obie dziewczyny posłały mu pytające spojrzenie, ale tylko machnął ręką.
- Nieistotne. Zróbmy to i wracajmy. Chciałbym jak najszybciej znaleźć się na statku.
„Kto by nie chciał?” – pomyślała gorzko Cater. Jednak Klasa Zero musiała wykonać misję. Oni byli Klasą Zero i od nich zależało powodzenie całej operacji. Odkąd pokonali Crystal Jammer – wielkiego mecha blokującego moc kryształu Suzaku, Rubrum niechętnie okrzyknęło ich nową nadzieją kraju. Nowa nadzieja? Ale kim byli poza tym? Ilekroć Cater usiłowała o tym myśleć, do głowy wkradał się tępy ból. Będzie musiała o tym pogadać z Ace’m, gdy zakończą operację. On był najbliżej Matki i mógł jej jakoś pomóc. Taką, w każdym razie, żywiła nadzieję.
Całą trójką ruszyli cuchnącym korytarzem wypełnionym płytką wodą. Trzymali się blisko siebie na wypadek, gdyby kanały okazały się jednak nie być opuszczone. King szedł przodem, Cinque w środku, a Cater ubezpieczała tyły. Towarzyszyło im donośne kapanie wody. Gdzieś w górze pracowała jakaś skomplikowana maszyneria, wydając przeciągłe zgrzyty i szurania. Taśma produkcyjna, którą chcieli unieruchomić. Prawie się nie odzywali, aż do momentu, gdy usłyszeli dobiegający z oddali huk. Ściany tunelu, aż się zatrzęsły. Cater odruchowo przytrzymała się muru, zbierając dłonią pokłady wieloletniego brudu.
- To Ace! – krzyknął King, nie bawiąc się już w ostrożność. – Jazda!
Wypruli do przodu jak katapultowani. Cater pod drodze otrzepywała brudną rękę o spódnicę. Magiczne naboje w jej pistolecie wibrowały, jakby przeczuwając nadchodzącą walkę. To była misja infiltracyjna, ale dziewczyna nie miała złudzeń, że uda im się zepsuć zabawki Imperium bez obicia paru gęb.
- Nie pospieszyli się trochę?! – wysapała do Kinga, zrównując się z nim w biegu.
- Nie, to my daliśmy ciała! – warknął.
Niemal jednocześnie dopadli do stalowych drzwi przy końcu korytarza. Tutaj śmierdząca woda była znacznie wyższa i bulgotała wesoło.
- Pomyśleć, że to tutaj spływają wszystkie gówna z Imperium... – Cinque przyjrzała się uważniej tafli, podczas gdy King odsuwał zawiasy.
- Daruj sobie. – Cater przewróciła oczami. – Wystarczy, że musimy się w tym babrać.
King otworzył drzwi i wszyscy przeszli do kolejnej części korytarza. Tutaj było już całkiem sucho, a z prawej odnogi wynurzyły się trzy inne postacie. Minęło trochę czasu, nim Cater rozpoznała Seven i Nine’a. Za nimi stał Ace. Jego jasne włosy zdawały się świecić w mroku, a niebieskie oczy nabrały bardziej kociej maniery. W szkole Cater nie miała problemów
z wytarganiem go za włosy, ale w obecnej chwili nie odważyłaby się na takich ruch. Jej brat na misjach budził respekt, mimo że w walce używał, z pozoru niewinnie wyglądających, kart.
- Spóźniliście się. – oznajmił na powitanie. Jego głos był spokojny i bardzo poważny. Jak zwykle, zero luzu.
- Nie mnie opierniczaj. – King solidarnie wskazał na Cater.
- Ja tylko... – zaczęła.
- Nieważne. – Ace przerwał jej pospiesznym ruchem ręki. – Później pogadamy.
Na górze wciąż panuje chaos. Mamy szansę. Lewe skrzydło płonie, ale nie na tyle byśmy nie mogli się przedostać.
- To idziemy wszyscy? – zdumiała się Cinque.
- Nasza szóstka. – przytaknęła Seven, a Nine nonszalancko oparł się na jej ramieniu za co zarobił soczystego kopniaka.
- Wybuch uruchomił alarm. – wyjaśnił cierpliwie Ace. – Posiłki są już w dordze. Nie zdążycie wyjść nim dotrą. Będziemy was osłaniać.
To był cały Ace. Ofiarny i odpowiedzialny. Numer jeden Klasy Zero. Cater zasalutowała mu z uśmiechem:
- Rozkaz. Jak zawsze razem, co?
Chwilę stał, patrząc się na nią niepewnie.
- Zawsze razem. – wyszczerzył się niespodziewanie, po czym szybko obrócił na pięcie.
Do laboratorium dotarli wspinając się po stromych schodach. Cater zadrżała na widok tych stalowych wnętrz oraz wszechobecnych dźwigów i szklanych kapsuł. To nie były jej klimaty. Zresztą, raczej nikt z tradycyjnego do bólu Rubrum nie czułby się w takim środowisku jak ryba w wodzie. Ledwie uszli kilka kroków, a usłyszała wrzask Nine’a:
- Ty skurwysynu!!
Wystarczył jeden obrót by zrozumiała co się dzieje. W ich stronę poszybowały serie
pocisków, ale żołnierzy Milites nigdzie nie było.
- Maszyny samocelujące! – Seven wykonała piruet w powietrzu układając rękę do użycia magii.
Po chwili strzelający, stalowy automat znieruchomiał, zamrożony jej zaklęciem. King i Ace szybko uporali się z trzema pozostałymi maszynami. Początek nie był najgorszy. Zawsze mogli wytoczyć przeciwko nim wielkie, kroczące Magiteki z dożartymi pilotami w środku.
Ruszyli znów do przodu, ale Seven nieco zwolniła.
- Hej, co ty?! – zrugał ją Nine.
- Dzieje się coś dziwnego. – powiedziała stanowczo.
Ace przystanął patrząc na nią czujnie.
- Posłuchajcie. – Seven nakazała wszystkim zamilknąć.
Cater niemal przestała oddychać. Wokół cisza aż dzwoniła w uszach.
- Nic nie słyszę. – odparła prostolinijnie Cinque z wyraźną ulgą.
- No właśnie. – Ace podszedł pod wielkie dwuskrzydłowe drzwi z wyrytym symbolem Imperium. Chwilę nasłuchiwał.
- Kompletna cisza. – potwierdził.
- Coś jest nie tak. – Seven posłała młodszemu bratu porozumiewawcze spojrzenie.
King przeładował broń.
- Bądźmy czujni.
W tej samej chwili po sali rozszedł się niski, męski głos:
- Witajcie, drodzy goście! Suzaku, jak mniemam. Jestem wzruszony, że się pojawiliście. Ach, i co za chytry plan...
- Co to za gnojek? – Cater instynktownie cofnęła się bliżej Kinga.
Cała szóstka nerwowo rozglądała się na boki.
- Nie próbujcie uciekać. Drzwi zostały zablokowane. – poinformował tajemniczy mężczyzna. – Coś ty za jeden?! – wrzasnął Nine. – Pokaż gębę, a dostaniesz to o co się prosisz!!
- Uspokój się, gówniarzu! – roześmiał się głos. Facet musiał mówić przez głośnik ukryty w ścianie, bo Cater z zewnątrz nie mogła niczego dostrzec.
- Jesteście słynną Klasą Zerą! Ha, bardzo dobrze! Czekałem na ten moment!
Wokół podniósł się jakiś ruch. Coś się do nich zbliżało, ale nie mogli wiedzieć, z której strony.
- Wasza bohaterska misja na terenie Akademii pozbawiła nas Crystal Jammera i Qun’mi.
- Qun’mi? – zdumiała się Cater.
- Ale nie martwcie się! Przygotowaliśmy dla was zupełnie nowy model. Jestem ciekaw waszej opinii o nim.
- Crystal Jammer?! – Seven była tamtego dnia razem z Ace’m i Jack’iem na Arenie Akademii, kiedy w trójkę usiłowali rozwalić wielką maszynę. Odnieśli sukces, ale wspomnienie tamtej walki musiało nie być zbyt przyjemne.
- Jesteście tylko garstką bachorów! Z przyjemnością was zmiażdżę! Powitajcie nowego Jammera! – grzmiał mężczyzna. – Ku pamięci Qun’mi i z pozdrowieniami od Qatora Bashtara!
Rozegło się pyknięcie oznajmiające, że wyłączył sprzęt, ale zamiast tego dwie ze ścian laboratorium poczęły się unosić.
- Ruchome ściany?! Co się dzieje?! – Seven przybrała pozycję obronną.
Cater wyjęła pistolet ze swojego rudego plecaczka. Zawsze podobało się jej, że był dokładnie w kolorze jej włosów. Pistolet w ręce był niezbędny. Rozpierducha wisiała w powietrzu jak nic. Ledwie zdążyła o tym pomyśleć, a do pomieszczenia wparował wielki jeżdżący robot o rozcapierzonych ramionach błyskających złowrogim zielonkawym światłem kryształu Byakko. Kolor ich śmiertelnego wroga. Za nim wleciały latające mini-mechy porażające ofiary prądem. Niektóre miały bomby przyczepione do odnóży. Wybuchały, gdy tylko człowiek próbował je zutylizować. Kupa dożartego draństwa, a jakby tego było mało zza drugiej ściany wparował oddział żołnierzy Imperium w hełmach przypominających tygrysie paszcze. Czas na rozmyślania minął. Teraz liczył się tylko refleks i zimna krew. Kątem oka Cater dostrzegła jak King używa COMM-u by poinformować o sytuacji resztę Klasy. Z taką ilością przeciwników mogli mieć autentyczne problemy będąc jedynie w szóstkę. Co prawda zawsze mogli skorzystać ze sztuki przywoływania Eidolona, ale to oznaczało utratę sił na bardzo długi czas. Nikt tutaj nie mógł sobie na to pozwolić.
- Zostawcie ich mnie! – Nine nie czekał na rozkaz Ace’a, tylko ruszył ze swoją dragońską dzidą wykonując najwyższy skok jaki Cater u niego widziała.
- Idziemy! – krzyknął Ace. – Nasz cel to Crystal Jammer!
Na to polecenie wszyscy poderwali się jak jeden mąż. Tak jakby potrzebowali sygnału na odblokowanie. Cinque pruła do przodu ciągnąc po ziemi swoją maczugę i rzucając na wszystkie roboty czar błyskawic. King turlał się po ziemi rozdając strzały niczym zawodowy rewolwerowiec. Seven rozciągnęła swój zabójczy bicz celując prosto w kokpit Jammera, a Ace ułożył ze swoich kart okrąg w powietrzu, który służył mu za magiczny laser. Cała siła poszła na Crystal Jammer i Cater musiała do nich dołączyć. Wiedziała, że jej pociski nie mają sobie równych. I tylko jeden z jej braci, Trey, mógł równać się z nią jeśli chodzi o doskonały cel. Przymierzyła się, po czym pobiegła prosto na wijącego się robota, który pluł pociskami niczym maszyna wydająca cukierki.
„Szykuj się na finał, fajerze!” – pomyślała w euforii, która zawsze ogarniała ją podczas walki.
„Zawsze razem. Zawsze najlepsi.” – obdarzyła swoje przyszywane rodzeństwo krótkim spojrzeniem.
- To się nie zmieni! – wrzasnęła, oddając perfekcyjny strzał.
Zobaczyła, że w kokpicie głowa pilota zamieniła się w krwawą masę, a robot powoli traci sterowność. W tej samej chwili, gdy odskoczyła w bok, Ace skierował na nią przerażone spojrzenie. Nie widziała jeszcze u niego takiego wzroku. Oblał ją zimny pot. W ich stronę biegła grupka żołnierzy oraz sunęło kilka sztuk małych mechów. Nagle jakaś siła odrzuciła Cater na ścianę. Poczuła ból w łopatkach oraz miednicy. Pistolet wypadł jej z ręki i potoczył się po posadzce w niewiadomym kierunku. Ktoś nadepnął jej boleśnie na rękę. Uniosła lekko głowę by zobaczyć, że tuż obok niej leży Cinque, która właśnie zarobiła solidny cios w potylicę.
- Co...? – chciała powiedzieć Cater, bo nigdzie nie mogła dostrzec sylwetki ani Kinga, ani Ace’a, ani w ogóle nikogo. Słyszała tylko odgłosy walki.
Wtedy podłoże pod nią przestało istnieć. Wpadła w jakąś ogromną dziurę, a czerń przesłoniła jej wzrok. Nim zdążyła choćby spróbować zrozumieć co się dzieje, wpadła wprost do wielkiego bajora. Resztkami sił, dusząc się i krztusząc, wybiła się na powierzchnię. Płuca miała pełne cuchnącej wody, w której pływało cholera wie co. Gdyby nie okoliczności, na pewno zaczęłaby rzygać. Jakimś cudem wymacała brzeg. Wczołgała się na twardą skałę, umazaną czymś co przypominało smołę. Na brzegu leżała Cinque w uwalanym ubraniu. Obok leżała maczuga. Na cud zakrawał fakt, że nie spadła prosto na jej głowę. Cater spojrzała w górę. Spodziewała się zobaczyć tunel, szyb, cokolwiek. Jednak sufit stanowiła lita skała. Ani śladu najmniejszej szczeliny. Obie wpadły do jakiejś jaskini, ale jaki sposób się to stało...tego już nie była w stanie określić. Czy nadal były na terenie Milites? Co tu się działo?
- Hmm...mamo? – wybełkotała Cinque odwracając głowę.
- To ja. – Cater odgarnęła jej włosy z twarzy. Brudny palec zostawił na twarzy siostry czarną smugę.
- Co...co się stało?! – Cinque poderwała się jak rażona gromem. – Gdzie są wszyscy?! Co z Jammerem?!
Cater pokręciła głową.
- Nie mam pojęcia. Spadłyśmy gdzieś...
- Spadłyśmy gdzieś. – powtórzyła Cinque rozglądając nieprzytomnie wokół.
- Cholera wie, ale musimy się stąd wydostać... Jakoś.
- Może tamtędy? – Cinque wskazała coś za jej plecami.
Dziewczyna odwróciła się i ze zdumieniem zobaczyła korytarz wypełniony czerwoną poświatą. Ten blask. Krwista czerwień. Skądś go znała. Budził w niej najgorsze obawy, które zwykle starał się chować na dnie serca. Mogłabym też przysiądz, że korytarza nie było tutaj kiedy wyczołgiwała się na brzeg.
- Kod Crimson. – wyszeptała Cinque.
Serce Cater uderzyło gwałtowniej. Poczuła zawrót głowy.
- Co mówisz?
- Eeee...nic. – Cinque spuściła wzrok. – Coś mi się miesza...
Cater nie bardzo jej wierzyła. W oczach siostry było coś dziwnego. Coś co bardzo się jej nie podobało. Niepokoił ją też brak pistoletu. Był niemal przedłużeniem jej ręki. Ciekawe czy w Akademii zrobią nowy?
- Dobra, nieważne. Ruszmy tyłki. – zakomenderowała Cater. – Musimy wiedzieć co z Ace’m i resztą. Zawaliłyśmy pozwalając się tu zepchnąć.
Cinque skinęła głową. Nagle ciszę jaskini rozdarło dziwaczne bulgotanie.
- Cinque, to ty?! – obruszyła się Cater, usiłując ukryć dzikie rozbawienie jakie, ni stąd ni z owąd, ją owładnęło.
Dziewczyna zarumieniła się jak burak.
- Co ja?! Nie ja!! – obruszyła się, wściekła niczym osa.
Uniosła się z ziemi, biorąc maczugę.
- Sensacje żołądkowe to nie taka straszna sprawa. – zachichotała Cater.
Cinque wywaliła język w jej stronę.
- Ruszajmy. – Cater wzięła ją za rękę, bo siostra wciąż lekko się zataczała i obie ruszyły w stronę korytarza.
Nie uszły nawet kilku kroków, gdy otoczyła je czerwona poświata. Jaskinia z tyłu zniknęła. Ciężko było stwierdzić czy w ogóle tam była. Cater przełknęła ślinę. Znajome uczucie strachu nasiliło się.
- Cinque? Co jest? – zapytała odwracając się, bo poczuła szarpnięcie do tyłu.
Dziewczyna wyrwała swoją rękę z jej dłoni i stała ze spuszczoną głową.
- Coś nie tak? Wiem, że tu jest strasznie, ale... – nie zdążyła dodać nic więcej, bo mignęły jej puste, pozbawione wyrazu oczy oraz maczuga wycelowana prosto w nią.
Jeszcze nigdy Cinque nie operowała bronią z taką lekkością. Cater nie zdążyła uskoczyć. Cios nie była zabójczy, ale zobaczyła mroczki przed oczami i upadła na kolana. Chwilę jeszcze walczyła ze słabością własnego ciała, po czym poddała się pogrążając w całkowitych ciemnościach. Ciemnościach bez promyka nadziei. Ciemnościach, które tak dobrze znała.

***
Należała do Klasy Zero. Tajemniczej Klasy z Akademii Magii kraju zwanego Rubrum. Ich moc, podobnie jak reszty uczniów, opierała się na wielkiej sile kryształu Suzaku, magicznego kamienia, dzięki któremu mogli stawiać czoła wrogom. Ich Matka, Arecia Al-Rashia, naczelny lekarz szkoły oraz, jak szeptano w kuluarach, najprawdziwsza czarownica, sprawowała nad nimi pieczę odkąd Cater sięgała pamięcią. Nic co wydarzyło się przed przybyciem do Akademii nie zagrzało miejsca w jej pamięci. Twarz Arecii była pierwszym wspomnieniem jakie posiadała. Kochała ją. Bardzo ją kochała. Ale to nie mogło zmienić faktu, że ostatnio Cater nie ufała jej już tak jak kiedyś. Matka wiedziała coś, czego im nie mówiła. Nie była szczera nawet z Ace’m, któremu powierzyła przewodniczenie Klasie Zero. Cater bardzo chciała móc porozmawiać z Matką o swoich wątpliwościach, ale za bardzo się bała. Tak, bała się Arecii. Czuła się szczęśliwa, kiedy wyruszali na misje i nie musiała za bardzo zaprzątać sobie głowy rozterkami. Walka była tym do czego stworzono Klasę Zero i nikt nigdy tego nie kwestionował, ani na to nie narzekał. Byli, prawdopodobnie, najbardziej zgraną grupą uderzeniową na świecie. Wszyscy myśleli o sobie nawzajem jak o rodzinie i wszyscy potrzebowali się wzajemnie. Kochała swoich przyszywanych braci oraz siostry, dlatego zachowywała uwagi dla siebie. Zbyt bała się rozstania z nimi. Zresztą, kiedy byli razem, czy coś faktycznie im groziło? Dopóki byli razem, nie było siły, która mogłaby ich powstrzymać. Dopóki byli razem...


Jeśli chcecie się dowiedzieć co będzie dalej, gdzie ostatecznie obudziła się Cater oraz co spotkało Ace'a i resztę Klasy Zero, zapraszam do czytania za tydzień :-)
Ostatnio zmieniany: 2011/12/04 17:41 przez Lacus Clyne.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2011/12/04 18:52 #7749 przez Em
No proszę, nie sądziłam, że zechcesz coś stworzyć :) To Twoja własna wizja, czy opowiadanie w oparciu o realne wydarzenia z gry? Planujesz dłuższą historię? W każdym razie świetnie się czyta, a Cater od razu wzbudza we mnie sympatię, mimo iż w ogóle nie znam Type-0 :P Super, ja na pewno będę czekać na dalszy ciąg :)

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2011/12/04 19:28 #7753 przez Lacus Clyne
Hehe, nie to mają być wydarzenia "po" wydarzeniach z gry :-) Ale postać Cater jest wiernie odwzorowana. Podejrzewam, że w grze też ją polubisz. Chociaż misje mniej więcej tak wyglądają jak ta akcja, którą opisałam. Ogólnie to będzie taki miks :P Trochę mojej fabuły + trochę misji z gry. Cinque jest jednak za dziwna, żeby być główną bohaterką :P

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2011/12/06 14:04 - 2011/12/09 12:20 #7772 przez Lacus Clyne
No i jest drugi rozdział. Szybciej, niż się początkowo zanosiło :-)


Rozdział 2.

Cater zachłysnęła się czymś przez sen. Prawdopodobnie było to powietrze, ale jej przywiodło na myśl coś włochatego. Leżała znów na twardym podłożu, ale tym razem mogłaby przysiąc, że nie było to zwyczajna gleba.
- Cater? Co ty bredzisz? – usłyszała zaniepokojony głos.
Dziwny blask drażnił powieki, zmuszając by je otworzyła. Natychmiast pożałowała tej decyzji. Słońce zaatakowało źrenice ze zjadliwością potwora. Czuła też, że są zaropiałe jak u noworodka. Gdzie ona, do jasnej cholery, była tym razem? Spojrzała w górę osłaniając oczy przed światłem i zobaczyła pochylającą się nad nią twarz Ace’a. Twarz wyraźnie zaniepokojoną, a nawet lekko zdegustowaną.
- Ace...? Gdzie ja...jestem?
Wystarczyło lekko unieść się na łokciach, a już wiedziała gdzie byli. W ogródku wypoczynkowym przy sali lekcyjnej Klasy Zero. Cater leżała na jednej z dwóch kamiennych ławek o drewnianych siedziskach, a Ace najwyraźniej usiłował ją ocucić. Nagle w jednej chwili wróciły do niej wspomnienia ostatniej misji oraz upadek z Cinque do dziwacznej jaskini, a potem...a potem...Dziwna czerń spowiła jej umysł. Właśnie, co potem?
- Ace! – chwyciła brata za rękę tak mocno, że nawet nie miał szans by próbować ją wyrwać.
- Jak misja?! Czy wszyscy są cali i zdrowi?! Co z Cinque?!
Dziewczyna jeszcze w życiu nie widziała takiego wyrazu w oczach Ace’a. Składała się na niego mieszanina politowania oraz szczerego lęku.
- Cat? Nie mam pojęcia o czym mówisz... – starał się cedzić słowa, żeby na pewno każdego zrozumiała. – Gadałaś coś przez sen kompletnie bez sensu.
- Ale...co gadałam? – zmrużyła na powrót oczy, bo światło ciągle sprawiało jej ból.
- Nic z tego nie rozumiałem. Coś o korytarzu... czerwonym korytarzu, a wcześniej chciałaś do kogoś... strzelać. – widać było ile wysiłku kosztowało go wyrzucenie z siebie ostatniego wyrazu, który w zaistniałych okolicznościach wydawał się co najmniej śmieszny.
- No bo misja...nasza ostatni misja... – zaczęła, ale odkryła, że z trudem może zebrać myśli. Co się z nią działo? Nigdy nie miewała takich problemów.
- Cater. – Ace położył jej ręce na ramionach. Słońce prześwitywało przez jego blond włosy, tak, że zdawały się żarzyć. – Cater, o jakiej misji mówisz? Co to znaczy „nasza misja”?
Wbiła w niego tępy wzrok. Jak mógł się z nią tak okrutnie droczyć i robić z niej kretynkę, kiedy ewidentnie coś było nie w porządku.
- No...nasza misja... Klasy Zero.
Przez chwilę Ace patrzył się na nią całkowicie poważnie, ale potem wybuchnął śmiechem. Nie było w nim nic złośliwego. Po prostu autentycznie musiała go wyjątkowo rozbawić.
- Niech cię, Cater! Muszę ostrzeć Eight’a, żeby przestał pożyczać ci te wszystkie książki. Dostajesz od nich fioła! – postukał się w czoło. – Klasa Zero? I co jeszcze? Może Kryptonim Ninja?
Znów zaczął się śmiać, a Cater zauważyła coś bardzo niepokojącego. Ace zawsze nosił na biodrze swoje karty zamknięte w brązowym futerale. Nigdy go nie zdejmował choćby nie wiadomo co. Cater osobiście wątpiła czy zdejmował go nawet do spania. Teraz futerału nie było. Ace miał na sobie jedynie, podobnie jak i ona, biało-czarny letni mundurek. Ani śladu ukochanej broni. To było nie do pomyślenia.
- Powinnaś już wstać i zebrać się w kupie. Grozi nam spóźnienie na lekcje...
- Czekaj? – Cater szybko wstała z ławki i zatoczyła się w jego stronę jak pijana. – To my jesteśmy...razem w klasie?
Ace pokręcił z rezygnacją głową.
- Tak, jeśli od wczoraj zdążyłaś zapomnieć. Dziesiąta klasa. Za dwa lata kończymy Akademię.
- Przy dobrych wiatrach. – dodał patrząc na nią znacząco.
Cater jednak nie zwracała na niego uwagi. Dwanaście klas. To by się zgadzało. Ale dlaczego nie ma Klasy Zero? I czemu Ace zgrywa głupa?
- Słuchaj. – dotknął jej ręki i widać było, że zaczyna go dręczyć poczucie winy. – Może przejdziesz się do gabinetu medycznego? Kazusa na pewno coś poradzi...
Kazusa? Cater zdębiała. Ten zboczeniec, wciągający uczniów w swoje eksperymentalne gierki, robił tu za higienistkę?!
- Eee...nie, już mi lepiej. – uśmiechnęła się przepraszająco. – Zaraz mi przejdzie... Miałam dziwny sen... i tyle.
- Nie wątpię. – Ace wyjął coś z kieszeni koszuli i Cater z przerażeniem obserwowała jak zakłada okulary. Od kiedy to zepsuł mu się wzrok?!
- No, czas wracać do klasy. Idziesz?
- Eeee....wiesz... – zaczęła się jąkać. – Skoczę jeszcze do toalety.
Chyba było tu coś takiego jak kible. Widać tak, bo Ace pokiwał głową i machnął ręką.
- Jakby co siedzę po lewej stronie pod oknem. Możesz usiąść obok mnie. – po tych słowach odszedł otwierając wielkie masywne drzwi zatopione w murze Akademii.
„Jasne, że siedzisz pod oknem.” – pomyślała Cater z przekąsem. „Zawsze tam siedziałeś”.
Ledwie wrota zamknęły się za Ace’m, a dziewczyna dała susa w stronę bramy znajdującej się nieopodal. To był cmentarz. Leżały tam wszystkie ofiary wojny z Cidem Aulstyne i jego przeklętym Imperium Milites. W tym również niejaki Izana Kunagiri – najlepszy przyjaciel Ace’a. Musiała to sprawdzić. Po prostu musiała. Niewiele myśląc przesadziła ogrodzenie. Dzięki Bogu, dawna sprawność pozostała. Pognała w dół pagórka, po czym zbiegła schodami sadząc po kilka stopni. Przystanęła usiłując złapać oddech i wtedy to zobaczyła. Cmentarz zniknął. Po prostu wyparował. Przed jej oczami rysowała się altana z dawno zasadzonymi, rozłożystymi drzewami, gdzie zapewne zakochane parki gruchały po lekcjach.
- Szlag by to...! – warknęła.
Obiegła altanę szukając śladu powyrywanych nagrobków. Choćby skrawek zakichanego kamienia z wyrytą datą śmierci stanowiłby dla niej dowód, że nekropolię usunięto celowo. Nic takiego jednak nie znalazła. Patrząc z logicznego punktu widzenia, to było zwyczajne, ładne miejsce, przeznaczone dla chwil odpoczynku lub zabaw na świeżym powietrzu. Normalka, że coś takiego zorganizowano w obrębie murów szkoły.
Cater obróciła się na pięcie, gnając z powrotem. Tym razem jednak postanowiła pobiec do głównej bramy. Na tej trasie musiała mijać lądowisko dla statków Rubrum. Faktycznie, już z daleko dostrzegła kołyszącą się sylwetkę zacumowanego okrętu. Wpadła na lądowisko jak burza, niemal rozbijając się o grupki uczniów spieszących na lekcje. Podeszła do statku, ale uderzył ją wielki banner rozwieszony nad lotniskiem: „Pięciodniowa wycieczka krajoznawcza do Królestwa Concordii – zapisy w dziekanacie.” Wycieczka? Statek wycieczkowy, co? Pamiętała Królestwo Concordii jako deszczową krainę smoków, skąpaną w morzu krwi, gdzie po śmieci królowej Andorii, Klasa Zero odbywała niejedną ważną misję. Najwyraźniej jednak jej informacje były nieaktualne. Świat wywrócił się do góry nogami i tylko ona zdawała się to dostrzegać.
- Jak zwykle, jestem szczęściarą. – burknęła pod nosem.
- Nie masz czasem lekcji? – jakiś wysoki dryblas wyrósł przed nią zupełnie niespodziewanie.
Nie znała tej gęby i od razu zapałała niechęcią do kolesia. Miał zdecydowanie za dużo żelu na włosach oraz zwracał się do niej zbyt poufale.
- A bo co?! – fuknęła, przybierając pozę dawnej Cater, którą wszyscy mogli pocałować gdzieś.
- Może zapomniałaś, ale jestem członkiem samorządu uczniowskiego. – odparł wyniośle.
- Do moich zadań należy dbanie by wszyscy trafili na zajęcia we właściwiej porze.
Wymierzył w Cater oskarżycielski palec.
- Z której jesteś klasy?
- Z Klasy Zero. – uśmiechnęła się złośliwie wymijając dryblasa królewskim krokiem.
- Pytam serio. Masz mi odpowiedzieć! Inaczej umieszczę to w protokole!
- Klasa Zero. Dobrze usłyszałeś. – pokazała mu język. – Przemyśl to!
Po tych słowach pobiegła w stronę głównego budynku, zostawiając upierdliwca z tyłu. Jeszcze tego brakowało, żeby zaczął spisywać jakiś protokół. Chyba faktycznie musiała wrócić na lekcje, tak jak radził Ace. Nie było innej rady. Sama do niczego nie dojdzie, narobi sobie tylko kłopotów.
Na szczęście spora grupa uczniów wchodziła jeszcze przez wielkie drzwi Akademii i mogła zmieszać się z tłumem. Do sali lekcyjnej trafiła bez problemu. Drogę do miejsca nauki Klasy Zero znalazłaby nawet w środku nocy. Nauczyciel już był w środku. Nie był to Kurasame. Nie znała gościa. Klasa Zero miała zajęcia tylko z wybraną elitą wojskową, więc było normalnym, że większość belfrów z Akademii była jej obca. Od razu namierzyła Ace’a na jego stałym miejscu pod oknem. Tuż za nim siedział nie kto inny jak Machina Kunagiri, usiłujący wrzucić mu za kołnierz wyjątkowo tłustą glizdę. Nauczyciel, całkowicie pochłonięty wykładem, ledwie zwrócił uwagę jak skinęła mu przepraszająco głową. Szybko usiadła obok Ace’a, po drodze wyrywając glistę z rąk Machiny i rozkwaszając robala na jego pulpicie. Posłał jej spojrzenie mówiące: „Policzymy się na przerwie”. Nie lubiła Machiny. Zawsze przeczuwała, że z tym kolesiem mogą być jakieś problemy. Izana był wielkim altruistą i idealistą, ale Machina różnił się znacznie od brata. Teraz jednak Cater uległa wrażeniu, że jego dawna, mroczna strona gdzieś się ulotniła. Przed oczami stanęła jej altanka zbudowana w miejscu cmentarza. Instynktownie czuła, że brak nekropoli ma wiele wspólnego z nową manierą Machiny. Zresztą, wszyscy tutaj zdawali się cierpieć na amnezję. Czy to na pewno była dalej wojskowa Akademia Suzaku?
- Proszę otworzyć podręczniki na stronie setnej. – oświadczył nauczyciel, gdy skończył smarować na tablicy skomplikowane wykresy. – Przeróbcie zadanie trzecie, a następnie oddajcie wypełnione na kartkach. Macie pół godziny.
- Dobrze się już czujesz? – zapytał szeptem Ace. – Długo nie wracałaś.
- Eeee... tak. – uśmiechnęła się uspokajająco. – Zeszło mi. Babskie sprawy.
Rozejrzała się czujnie po klasie w poszukiwaniu znajomych twarzy. Od razu namierzyła Deuce. Pilnie smarowała zadanie z podręcznika, jakby od tego zależała przyszłość planety. Za nią Cinque półleżała na ławce przysypiając. Acha... czyli one były w tej samej klasie. Sporo ludzi nie kojarzyła. Na samym końcu obok Sice, której srebrny kucyk był bardziej niedbały, niż zwykle, pochrapywał Jack, ale belfrowi najwyraźniej to nie przeszkadzało. Jeszcze Eight mrugał do niej z przeciwległego końca sali. No tak, najmłodsza część Klasy Zero uczęszczała do dziesiątej klasy. Reszta była zapewne o rok wyżej. Jedynie Machina tu nie pasował. Miał przecież skończone siedemnaście lat.
- Hej.... – usłyszała z tyłu konspiracyjny szept i ktoś szturchał ją w bardzo natarczywy sposób. – Dacie zwalić jak skończycie?
Machina uśmiechał się debilnie. Może dlatego był w dziesiątej klasie.
- Śnij dalej. – mruknęła Cater. – Sama nie wiem jak to zrobić. Nawet nie mam torby. – zauważyła trzeźwo.
Ace spojrzał na nią zszokowany.
- Jest pod ławką. – oznajmił cierpliwie. – Tam, gdzie ją zostawiłaś na przerwie.
Cater schyliła się pod blatem. O żesz, cholera! Torba faktycznie leżała na podłodze. Od razu namierzyła potrzebny podręcznik i plik kartek do notowania. Czyżby jej alter ego było pilną uczennicą?
- Hehehe... zapomniałam. – roześmiała cicho w stronę brata.
- Masz jakieś jazdy, Cat. Może psychiatra? – Machina, jak zwykle, był słodki niczym miód.
- Dzięki, Kunagiri. Postoję. – burknęła.
- Cat...? – jęczał dalej Machina. – Co robisz dzisiaj po lekcjach?
To pytanie miało być zalotne, czy się przesłyszała?
- Nie twój interes. – odparła zjadliwie.
- Ace, powiedz jej coś. – syknął Machina niezadowolony. – Ciągle mnie odrzuca.
- Cater, nie odrzucaj Machiny. – powiedział Ace nieprzytomnie, bo rozwiązywanie zadania całkowicie go pochłonęło.
- O, widzę, że zaraz będzie można spisywać. – Machina zerknął mu przez ramię, ale zarobił cios w czoło.
- Może byś sam zrobił, pijawko? – zaproponowała Cater z błyskiem agresji w oku.
Machina przybrał obronną pozę.
- Co się tak pieklisz? Sama przecież zwalisz. Nikt normalny nie rozumie tej całej fizyki.
„A, czyli to lekcja fizyki. Dobrze wiedzieć.” – pomyślała Cater. Dawniej uczęszczali na zgoła inne przedmioty.
- A gdzie Rem? – spytała od niechcenia. – Znudziło ci się niańczenie jej?
Dobrze pamiętała jak Machina jej przyłożył, gdy próbowała okazać sympatię „jego” przyjaciółce.
- Rem? – usłyszała zdumiony głos. – A...kto to jest?
- Rem Tokimiya? – zapytał Ace odrywając się chwilowo od zadania. Okulary zsunęły mu się prawie na sam czubek nosa.
- Uczy się w jedenastej klasie. Przecież ją znasz. – odezwał się do Machiny.
Kunagiri chwycił się za głowę jakby go właśnie zaczęła boleć.
- A ta laska... Tokimiya... teraz kojarzę. Spokojna brunetka z sarnimi oczami... Nie mój typ. – posłał Cater figlarne spojrzenie, które sprawiło, że miała ochotę zamienić się w agresywny rodzaj Tonberry’ego.
„Spokojnie, tylko spokojnie!” – powtarzała mantrę. „ Zamordowanie go przy całej klasie tylko ci zaszkodzi.”
W końcu Ace rozwiązał zadanie na dziesięć minut przed czasem i oboje z Machiną skwapliwie je skopiowali.
- Czuję się okropnie. – powiedziała do Ace’a. – Nie będę już od ciebie spisywać.
- Jasne. – brat wyszczerzył się do niej, jakby naprawdę chciał oświadczyć mało kulturalnie: „Nie pierdol.”
Oddali kartki nauczycielowi, który skinął im znad gazety. Cater dostrzegła newsa na pierwszej stronie Wiadomości Rubrum: „ Festiwal kwiatów w pobliżu wyspy Arkham, serdecznie zapraszamy!”. Czy to był raj na ziemi? Nikt nikogo nie mordował, ani nie okradał?
- Zdecydowaliście się już na wycieczkę? – zapytał Machina, kiedy z powrotem zajęli miejsca.
- Jaką wycieczkę? – zapytał Ace średnio zainteresowany.
- Jakbyś czasem wychylił nos znad książek to byś wiedział. – zauważył złośliwie Machina.
- Chodzi ci o lot do Concordii? – zapytała Cater, przypominając sobie plakat na lądowisku.
- Bingo. – Machina wymierzył w nią wskazujący palec.
Dziewczyna kątem oka zauważył, że Eight też oddał zadanie i dosiadł się obok niej. Wyglądał jak zwykle. Stary, dobry Eight z jeżem na głowie. Najwyraźniej nadal trenował boks, bo mięśnie na przedramionach miał raczej sprężyste.
- Kogo obgadujecie? – zagadnął chichocząc.
- Chcemy wywieźć Machinę do Concordii. – odparła zgryźliwie. Nie wiedziała czemu z taką łatwością weszła w te klasowe pierdółki, zamiast usiłować dociec co się stało z ostatnią misją. Nie wierzyła, że to był sen, a jednak... Teraz tamte wydarzenia były tak okropnie mgliste, jakby blakły przy każdej próbie ich odtworzenia. Dziki ból głowy rozdarł jej skronie, że aż się pochyliła.
- Cater, co jest? – Ace chwycił ją za rękę.
Machina nic nie powiedział, tylko pochylił się w ich stronę zaniepokojony.
- Coś cię boli? – Eight już szykował się by pójść do nauczyciela.
- Nie, nie. – uspokoiła ich unosząc głowę. Na szczęście ból minął równie nagle jak nadszedł.
- Wszystko ok.
- Na serio powinnaś iść do Kazusy. – stwierdził poważnie Ace.
- Nie, naprawdę. Głowa mnie zabolała i tyle. – Cater machnęła ręką. – Za dużo dziś spałam.
Puściła do niego oko, a on odpowiedział pełnym zrozumienia uśmiechem.
- Czy ja o czymś nie wiem? – Machina wparował między nich z sykiem. – O jakim spaniu mówicie?
- O burym. – Cater pokazała mu czubek języka. – Nie musisz wszystkiego wiedzieć.
Eight zachichotał.
- Ja też myślałem, że wycieczka byłaby fajnym pomysłem. – rzekł po chwili wzdychając.
- Ominęłaby mnie klasówka z geografii.
Cater aż się wzdrygnęła. Klasówki, książki... Uch, znów zaczynała boleć ją głowa.
- Co się odwlecze, to nie uciecze. – zawyrokował Ace tonem mędrca.
Machina przewrócił oczami.
- Ile ty masz lat, człowieku? Szesnaście czy może sto szesnaście? Nie pomylili się czasem w metryce?
- Ty za to masz sześć. – odparowała Cater.
Machina nie zdążył zareagować, bo oto nauczyciel zebrał zadania od wszystkich, a zaraz potem zabrzmiał gong ogłaszający przerwę obiadową. Uczniowie wypadli z klasy jak na złamanie karku. Machina doczepił się do Ace’a. Gdzieś go ciągnął szepcząc na ucho
i spoglądając co chwilę na Cater. Było to co najmniej dwuznaczne. Deuce i Cinque ustawiły się przy drzwiach, ewidentnie na kogoś czekając.
- Może chciałabyś zjeść obiad w kawiarni? Moglibyśmy potem skoczyć na taras. – zaproponował Eight, który cierpliwie czekał, aż dziewczyna wreszcie wstanie. – Chyba, że nie chcesz to...
- Chętnie. – Cater jakoś dziwnie się poczuła na widok jego z wolną gasnącego spojrzenia.
- Chętnie się przejdę.
Na te słowa Eight znów się rozpromienił.
- Tylko... – zatkało ją trochę, że chłopak wziął od niej torbę. Był jej przyszywanym bratem, do cholery. Czego się tak czerwienił?
- Tylko pogadam z Deuce i Cinque. – powiedziała szybko.
Eight posłał jej lekko zszokowane spojrzenie, ale skinął głową.
- Jasne...eee...tylko nie mówi im za dużo. Wiesz, to są takie plotkary...
Cater uśmiechnęła się zakłopotana. Deuce plotkarą? Czyżby dobra, do rany przyłóż Deuce, uderzyła się w głowę? Odwróciła się od Eight’a, trzymającego dzielnie jej torbę, po czym ruszyła na spotkanie z siostrami.


Jak zwykle zapraszam do czytania kolejnej części :-)
Ostatnio zmieniany: 2011/12/09 12:20 przez Lacus Clyne.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2011/12/06 14:32 #7774 przez Em
Świetnie, rozkręca się :) Druga część mnie bardziej zaciekawiła niż pierwsza. Stare, dobre, szkolne klimaty ;) Widzę, że przelewasz w fanfik własne sympatie do postaci, bo Machiny chyba od początku nie znosiłaś :P Osobiście uważam, że tak właśnie wygląda dobra narracja - nie jest jej za dużo, ale wystarczająco, aby nakreślić tło dla dialogów. Z niecierpliwością czekam na dalszą część, szczególnie na jakiś trop, co tu jest rzeczywistością, a co snem, bo na razie jest to dość niejasne. Ale takie chyba było zamierzenie ;)
Uwaga: Spoiler! [ Kliknij, aby rozwinąć ]

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2011/12/06 16:05 - 2011/12/06 16:06 #7775 przez shizonek

Lacus Clyne napisał: No i jest drugi rozdział. Szybciej, niż się początkowo zanosiło :-)

Taa, jak się ma pomysł, to ani się obejrzysz, a nagle masz napisane full tekstu. Znam to. Czasem trudniej jest przestać pisać w odpowiednim momencie. :P

Lacus Clyne napisał: - Może zapomniałaś, ale jestem członkiem samorządu uczniowskiego. – odparł wyniośle.
- Do moich zadań należy dbanie by wszyscy trafili na zajęcia we właściwiej porze.
Wymierzył w Cater oskarżycielski palec.
- Z której jesteś klasy?
- Z Klasy Zero. – uśmiechnęła się złośliwie wymijając dryblasa królewskim krokiem.
- Pytam serio. Masz mi odpowiedzieć! Inaczej umieszczę to w protokole!

Jak cudownie znajomo ósemkowo to zabrzmiało. xD Ech, szkolne klimaty... ;)

Ogólnie to nie znam się kompletnie na tej grze, i z pewnością nie docenię tekstu tak, jak ktoś, kto grał i załapie wszystkie niuanse. Pierwszy rozdział był dla mnie jak tureckie kazanie, za dużo "specjalistycznego" słownictwa:) Ale drugi zdecydowanie łatwiej strawiłam. Bardzo zgrabnie napisane, bez powtórzeń, żywe dialogi (mój ulubiony element) i nie ma zbyt wiele betonu opisowego.

Świat alternatywny? Czy może urojenia Cater? I która wersja to urojenia? (ech, zdecydowanie za dużo obejrzanych pokopanych filmów, shiz... :evil: )

Nie przejmuj się autorytetami. Zawsze znajdą się autorytety głoszące coś przeciwnego.
Ostatnio zmieniany: 2011/12/06 16:06 przez shizonek. Powód: a tak se

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2011/12/06 17:30 #7776 przez Lacus Clyne
Wiesz, że z tym protokołem to nawet nie myślałam o Ósemce :P Samo przyszło, ale teraz faktycznie przypomniała mi się parka Seiferowych przydupasów:P Zresztą Type-0 ma z Ósemką sporo wspólnego, przede wszystkim szkoła (wiadomo, że musi być podobieństwo) no i zryta fabuła, której nikt nie rozumie:P Tzn jak wydaje ci się, że rozumiesz to za chwilę już wiesz, że to nieprawda. Dlatego jest tak uzależniająca :D

Oki, czas zacząć smażyć kolejną część :-)

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2011/12/06 19:52 #7777 przez Noel Kreiss
Bardzo mi się podoba Twoje opowiadanie. Domyślam się nawet o co chodzi z tym 'snem', ale nie będę głośno tu gadać, ale widać tu pewne 'aluzje' co do czego. ;)

A Seven będzie? I E-MI-NA?





Mówcie mi "Wikipedya." :P

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2011/12/07 10:35 #7780 przez Lacus Clyne
Seven będzie, nawet zaraz. Seven musi być, to jedna z moich żelaznych postaci w drużynie :) "Emina-sensei" troszkę później, ale też się pojawi.

Dobrze rozumiesz "aluzje", bezbłędnie jak podejrzewam hehe ;)

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2011/12/07 14:00 - 2011/12/10 07:54 #7781 przez Lacus Clyne
Kolejna dostawa :) Z góry przepraszam za jakieś literówki czy przecinki, bo mam gorący dzień, a bardzo chciałam to już wrzucić :P



- Heja! – Cater wykonała przyjazny gest w ich stronę.
Obie dziewczyny spojrzały na nią zdumione, jakby odzywała się do nich pierwszy raz w życiu. Deuce odgarnęła swoje brązowe włosy z ramion.
- Cześć. – głos Cinque był pełen rezerwy.
Cater poczuła jakby siostra przyłożyła jej w twarz maczugą. Bardzo chciała zapytać
o wydarzenia z jaskini, ale nie mogła przewidzieć reakcji. Przede wszystkim jednak nie wiedziała jak zacząć by nie wyjść na kretynkę.
- Eee... co u was? – zapytała inteligentnie.
Deuce spuściła głowę, a Cinque aż gwizdnęła przez zaciśnięte wargi.
- No...co jest? – zdziwiła się Cater.
- Nic. – odparowała Cinque zakładając ręce na piersi. – Po prostu zwykle się do nas nie odzywasz. Co to? Dzień dobroci dla zwierząt?
- Eee... To nie tak. – Cater wykonała obronny gest. – No co wy... ja tylko...
Wzięła głęboki oddech. Zdecydowanie traciła dawną pewność siebie.
- Po prostu chciałam wiedzieć co u was, dziołchy! – puściła oko do Cinque.
Tamta posłała jej spojrzenie pełne politowania.
- Czekamy na Queen. Idziemy do kafejki pogadać. – Deuce przechyliła się w bok obserwując Eight’a podrygującego z torbą i uśmiechem od ucha do ucha.
Cater przeczuwała co było powodem tego uśmiechu. Bardzo ją to niepokoiło.
- Ale ty raczej nie chcesz do nas dołączyć. – podsumowała Deuce. – Twój chłopak będzie smutny.
Żar buchnął na policzki Cater.
- Odbiło wam?! Przecież to...Eight. – ostatnie zdanie zakończyła nieco ciszej, bojąc się że chłopak może usłyszeć. – Możemy iść razem, prawda?
- Nie. – Cinque zaprotestowała gwałtownie. – Faceci nie są dopuszczani.
- Ale przecież...to Eight. – Cater była tak zakłopotana, że nic bardziej przekonującego nie przyszło jej do głowy.
- I co z tego? Facet to facet. – burknęła Cinque kręcąc głową tak, że jej warkocz wykonał dwa wysokie podskoki.
- Nawet twój Ace nie jest wyjątkiem. – dodała Deuce głosem pełnym słodyczy.
- Mój... Ace? – Cater zastanawiała się ile jeszcze głupot zdołają powiedzieć zanim im solidnie przyłoży.
- Wszyscy wiemy z kim się prowadza, mimo że w ławce siedzi z tobą. – obie zachichotały.
- Taaa... z kim się prowadza? – zainteresowała się Cater, chociaż gówno ją obchodziło czy jej brat się z kimś umawia czy nie. To była jego sprawa i jej nic do tego. Jednak z drugiej strony, jeśli to miała być na przykład...
- Z Mutsuki! – wypaliła Cinque.
Cater odniosła wrażenie, że zatrzęsła się ziemia. Właśnie to imię miała na końcu języka. Mutsuki była złotym dzieckiem Akademii, najniższą piętnastolatką jaką w życiu widziała oraz posiadała szczególny gust jeśli chodzi o ciuchy. Przede wszystkim była jednak psychopatką, która nosiła w torbie bomby domowej roboty oraz inne niebezpieczne akcesoria. Łatwo wpadała w szał i zdarzało się jej pluć śliną, kiedy mówiła w najwyższym podnieceniu. Mutsuki! Nine mówił jej kiedyś, że ta gówniara sypia z granatami. Ace nie mógł umawiać się z kimś takim. To było...nie, jako siostra musiała zareagować.
- Gadasz pierdoły. – stwierdziła zimno Cater.
- Queen widziała ich parę razy jak siedzieli w altanie.
Cater zdębiała. W altanie? W tej altanie, o której sama pomyślała, że jest idealna do schadzek?
- Pewnie po prostu rozmawiali. – żachnęła się usiłując zachować spokój.
- Myśl sobie co chcesz. Ja mówię tylko jak się sprawy mają. – Cinque wzruszyła ramionami.
- Zaraz, zaraz! – Cater zastopowała obie. – Od kiedy to zamieniłyście się w zawodowe rajfury?!
Cinque zaczerwieniła się.
- Spadaj! – wrzasnęła, po czym wybiegła z klasy ciągnąc za sobą Deuce.
Cater zdążyła jeszcze usłyszeć: „Co za bezczelna baba!”. Pewnie poszła jej para z uszu, bo po chwili zauważyła, że Eight stoi z boku, ale jakoś tak boi się podejść.
- Wszystko ok? – zapytał w końcu. – Mówiłem, żebyś uważała.
Cater machnęła ręką.
- Dorwę je później. – mruknęła. – Chodźmy na ten obiad.
Eight uśmiechnął się ochoczo.
- I daj mi torbę. Właściwie to jest teczka na plecy.
- Sądziłem, że jest...eeee... no trochę za ciężka dla ciebie.
- Czy ja wyglądam na niepełnosprawną? – nachmurzyła się Cater, ale po chwili zachichotała. – W życiu nie sądziłam, że jesteś zdolny do czegoś takiego, Eight.
Chłopak był wyraźnie zakłopotany.
- Nieważne. Chodźmy.


Rozdział 3.


Stołówka Akademii Suzaku mieściła się w tym samym pomieszczeniu co kafejka – pomieszczenie ze ścianami obitymi brązowo-złotą tapetą oraz symbolami Rubrum. Po prostu kawiarnia pełniła dwie funkcje. I to jak widać się nie zmieniło. Profil szkoły uległ jednak diametralnej zmianie. Cater nigdzie nie mogła dostrzec żołnierzy i wykładowców wojskowych, którzy wcześniej wyrastali tu jak grzyby po deszczu. Postanowiła pogadać o tym z Eight’em, kiedy siedzieli nad parującymi naleśnikami.
- Spokojnie tu jak na szkołę wojskową, prawda? – zagadnęła przeżuwając kawałek ciasta. Była głodna jak wilk.
- Wojskową?! – Eight omal się nie zakrztusił. Gorąca czekolada wypłynęła z jego naleśnika jak soki z zabitego Flana.
- No tak. A nie?
Chłopak zlustrował ją zaniepokojony.
- Weź nie żartuje w ten sposób. Przerażasz mnie.
- To jaki ma profil nasza szkoła?
Eight wzruszył ramionami.
- Normalny. Szkoła jak szkoła. Z tym, że elitarna.
Cater uśmiechnęła się do niego przymilnie, ale wewnątrz oblewały ją poty. Niby była u siebie, ale z drugiej kompletnie nie znała tego miejsca.
- Tamte dwie nagadały ci coś o Mutsuki?
Cater skinęła głową.
- No tak, uważają, że chodzi z Ace’m i że mnie to powinno obchodzić.
- Wiesz, Ace jest często blisko ciebie. Przejmuje się tobą. Takie plotkary odbierają to tylko w jeden sposób.
- Nie lubisz ich co? – Cater wzięła kubek, w którym parowała aromatyczna kawa. Kawa pita do obiadu. Chyba zbliżał się koniec świata.
- Nie to, że nie lubię. Wkurzają mnie.
- A ta sprawa z Mutsuki?
Eight uśmiechnął się pod nosem.
- Trudno powiedzieć.
- Acha... – czyli to była prawda. Cater musiała przełknąć, że brat się stoczył.
- Wiesz, całkiem miła z niej osoba jakby na to nie patrzeć. Cinque to przy niej czarownica.
Widelec znieruchomiał w dłoniach Cater. Nie była pewna czy Eight czasem nie robi sobie jaj.
- Eight. – oświadczyła stanowczo, przerywając jedzenie.
Uniósł na nią zdumioną twarz. Wciąż przeżuwał, a na policzkach miał smugi z czekolady.
- Chcę porozmawiać z Matką. Gdzie jest teraz jej pokój?
Eight odłożył sztućce.
- Z Matką? Cater kogo masz na myśli? – szepnął podejrzliwie.
- Jak to kogo?! Arecia Al-Rashia, osoba dzięki, której trafiliśmy do Suzaku! – powiedziała to nieco głośniej, niż zamierzała, bo parę osób spojrzało na nią z zaciekawieniem lub irytacją.
W tym Deuce, Cinque i Queen, które właśnie wparowały do kawiarni by zająć jak najlepszy stolik. Wszystkie chichotały oraz przekomarzały się niczym zakochane podlotki.
- Arecia Al-co?
- Eight nie osłabiaj mnie. Chociaż ty. – poprosiła Cater. – Arecia Al-Rashia jest lekarzem w szkole i naszą przybraną matką. Nie pamiętasz?
- Cater... tutaj nie ma nikogo kto by się tak nazywał.
Dziewczyna zamarła.
- Jestem tego pewien. – kontynuował Eight. – Nie wiem o kim mówisz, ale może ci się pomyliło. Może to ktoś kto mieszka w mieście... Trzeba iść w weekend i popytać, jeśli bardzo chcesz. Pójdę z tobą...
Cater przestała go słuchać. Dobroduszny Eight szukał tylko okazji do randkowania z nią. Podobnie jak reszta Klasy Zero nie był w stanie jej pomóc. Niejasnym zrządzeniem losu wszyscy zapadli na całkowitą amnezję. Skoro według nich wojna nie miała miejsca, nie wiedzieli o swoich zdolnościach, to prawdopodobnie również słowo „kryształ” nic dla nich nie znaczyło. Cater widziała tylko jedną opcję. Czekać na dalszy rozwój wypadków. Instynktownie czuła, że coś się zbliża. Z tego co mówił Ace wynikało, że i ona wcześniej zachowywała się podobnie. Jej przebudzenie musiało oznaczać zmiany, które nadciągały nad Akademię Suzaku. Rozumiała, że należy być w pełnej gotowości.
- Szczerze mówiąc... – zamyślił się Eight. – Kiedy tak zaczynam się zastanawiać, to zupełnie nic nie pamiętam sprzed pobytu w Akademii.
Był ewidentnie zafrasowany.
- Ale to chyba normalne. – uśmiechnął się szczerze. – Jak człowieka pochłaniają klasówki i inne pierdoły, nie ma czasu by myśleć o czymś jeszcze.
„Nie. To nienormalne.” – zaprzeczyła w myślach Cater, ale na głos powiedziała:
- Jasne.
W tym samym momencie do kawiarni weszli Machina i Ace w towarzystwie wysokiej, dobrze zbudowanej dziewczyny o srebrnych, pazurkowatych włosach. Część uczniów powiodło za nią zazdrosnym wzrokiem, a kilku chłopców zrobiło maślane oczy. Seven nic się nie zmieniła. Budziła fascynację i respekt jednocześnie. Dla wielu przeciwników w przeszłości okazało się to zabójcze.
- Co jest Eight? – zagadnęła sadowiąc się okrakiem przy ich stoliku.
Skórzane spodenki pod krótką spódnicą mundurku, nie były wprawdzie majtkami, ale i tak wyglądało to dość nieprzyzwoicie. Miło było zanotować, że Seven nic a nic nie zmieniła ze swojej „chłopczykowatej” maniery. Machina i Ace też usiedli, tyle że w nieco bardziej stonowanej pozie. Deuce, Cinque oraz Queen na widok niskiego blondyna prawie podskoczyły, przy czym tej ostatniej aż zaparowały okulary.
- Jakoś leci Seven, a co u ciebie? – Eight przechylił kubek z kawą, dopijając resztki.
- Do dupy. – odparła skinąwszy przyjaźnie Cater. – Zawaliłam sprawdzian z biologii. Zdecydowanie za dużo od nas wymagają.
- Też tak sądzę. – Cater zgodziła się ochoczo.
Seven poderwała się zamaszystym ruchem z krzesła, zgarniając z lady baru butelkę darmowej wody mineralnej. Gaz zasyczał kiedy otwierała butelkę.
- Machina mówił mi o tej wycieczce do Concordii. – powiedziała.
Cater rzuciła okiem na Ace’a i jego kompana, który natychmiast puścił do niej oko. Brat za to ciągle nosił durne okulary.
- Wybierasz się? Ja bym w sumie pojechał... – Eight posłał Cater wymowne spojrzenie mówiące, że jest jednym z czynników warunkujących jego decyzję.
- Ja też. – machnęła ręką by mieć to już z głowy.
Pomijając wszystko, Concordia była pięknym krajem. Nigdy nie miała okazji być tam w celach krajoznawczych. Dla takich widoków dało się znieść nawet deszcz padający przez 365 dni w roku.
- A wy? – wskazała na Ace’a i Machinę.
Kunagiri wzruszył ramionami.
- Już się zapisaliśmy. Nie ma za wielu chętnych. Zbliżają się egzaminy i ludzie wolą zakuwać.
- Dobrze robią. – wtrącił lekko poirytowany Ace. – Też powinniśmy.
- Rany, przy tobie naprawdę idzie dostać szajby.
Nie zdążył dodać nic więcej, bo dokładnie wtedy odezwał się złowrogi dzwonek oznajmiający koniec przerwy obiadowej. Seven wstała jak na komendę.
- Zajrzyj po drodze do dyżurnego po jakieś dodatkowe ręczniki. – rzekła do Cater.
Dziewczyna zdębiała.
- Hę?
- No wiesz... Jak ostatnio wywaliło kran w łazience to zatkałyśmy go ręcznikami. – uśmiechnęła się Seven. – Lubię się czymś wytrzeć po wzięciu prysznica.
- Zaraz...zaraz, ale...
- Acha i wychodząc zapomniałam pościelić twoje łóżko. Sorry, ale zaspałam. Nie wystrasz się burdelu jak będziesz wchodzić...
Cater miała tak zaskoczoną minę, że Eight zaczął się śmiać, a Seven przystanęła lekko skołowana.
- Wybaczysz chyba swojej okropnej współlokatorce? – złożyła ręce w błagalnym geście.

***
Cater leżała na łóżku nie mogąc zasnąć. Przewracała się z boku na bok, ale twarde sprężyny wbijały się jej w udo. Miała na sobie głupią, różową pidżamę, która w połączeniu z jej rudymi włosami tworzyła krzykliwą kombinację. Tuż obok na drugim łóżku, snem sprawiedliwego, spała Seven. Leżała w pozycji ukrzyżowanego z szeroko rozstawionymi nogami i rękami za głową. Miała na sobie krótką, czarną koszulkę, a kołdra leżała skopana na podłodze. Tacy to mieli dobrze. Cater wiele by dała, żeby wyłączyć myśli i choć przez chwilę móc odpocząć. Ich wspólny pokój nie był wielki, ale z powodzeniem mieściły się tam dwa łóżka, biurka oraz dwa fotele, a naprzeciw posłania Cater były drzwi do mikroskopijnej łazienki wyposażonej w prysznic. Jak ktoś chciał wysiadywać w wannie musiał zadyniać do sauny położonej w piwnicach. O ile oczywiście nie przeszkadzał mu fakt, że w wielkim zbiorniku taplała się setka innych osób. Cater zachichotała na wspomnienie Nine’a, który dawno temu usiłował podglądać Eminę, koleżankę Kurasame z lat szkolnych, a w efekcie podglądnął samego Kurasame. Wszystko się wydało i Nine bardzo długo miał potem na serio przesrane. Dowódca bardzo cenił swoją prywatność. Właśnie, Nine. Ciekawe jak mu się wiedzie? Nagle odczuła przemożną potrzebę zobaczenia starszego brata na własne oczy. Nikt tak jak on nie umiał jej rozbawić. Musi go jutro poszukać.
- A właściwie to dziś... – mruknęła patrząc na zegarek. Wybiła dokładnie trzecia. Szans na sen raczej już nie było.
Nagle coś poderwało ją niemal na równe nogi. Dźwięk przypominający chrobotanie. Usiadła na łóżku z bijącym sercem. Cholera, to mógł być nawet szczur czy karaluch, cokolwiek co zagnieździło się w starych murach. Seven oczywiście nawet nie mrugnęła oczami. Jedynie przewróciła się na drugi bok tak, że koszulka odsłoniła jej pośladki. Cater z zakłopotaniem rozejrzała się po pokoju. Cisza. Dźwięk ustał. Z westchnieniem ułożyła się z powrotem. Ledwie przyłożyła głowę do poduszki, a dźwięk powrócił. Tym razem był silniejszy i dochodził jakby z najbliższego korytarza. Cater wstała. Co to mogło być? Ktoś sobie jaja robił czy jak? Wtedy usłyszała głosy. Osoby rozmawiające musiały stać bardzo blisko pokoju.
- Powinniśmy im powiedzieć.
- To trwa już bardzo długo. Zdążyli o wszystkim zapomnieć.
- Ile jeszcze mamy działać sami? W końcu ktoś nas zdemaskuje.
To były głosy dziewczyny i chłopaka. Bardzo młodych. Prawdopodobnie rówieśników Cater.
- Matko, co chcesz zrobić? – zapytała dziewczyna.
Głos, który się odezwał później sprawił, że Cater oblały zimne poty.
- Jeszcze nie czas, moje dzieci. Będą mieć swoją szansę. Zawsze tak jest...
Potem dało się słyszeć coś co przypominało odgłos wydmuchiwanego dymu.
- Nie pierwszy raz to już robimy, prawda? Powinniście się przyzwyczaić. – ten perlisty śmiech Cater rozpoznałaby nawet na drugim końcu świata.
- Ale to niebezpieczne. – zaprotestował chłopak.
- Matko! – wyrwało się z ust Cater.
Niewiele myśląc skoczyła do drzwi, po czym wypadła na korytarz. Na zewnątrz nikogo nie było, ale przy końcu korytarza rozpływały się jakieś cienie.
- Niedobrze. – usłyszała szept niewiadomego pochodzenia. Wydawało się jakby miał swoje źródło wewnątrz jej głowy.
- Matko! – wrzasnęła Cater.
Odpowiedziała jej cisza.
- Niech to szlag! – zaklęła wracając do pokoju.
- Seven! – zaczęła szarpać leżącą na łóżku. – Seven, wstawaj! Coś jest nie tak!
- Mhmmm...hmmm... – mamrotała Seven przewracając się na brzuch.
- Wstawaj! Rusz się! – darła się Cater.
Wtem cała szkoła aż zadrżała w posadach od dźwięku syren. Cater odstąpiła od Seven w przerażeniu. Syreny. Byli atakowani! Syreny oznaczały sygnał dla Klasy Zero.
Seven, o dziwo, sama zerwała się jak najsprawniejszy żołnierz. Chwilę nasłuchiwała już całkiem przytomna, po czym spojrzała na Cater.
- Idziemy! – warknęła.
Ta skinęła głową, choć nie bardzo wiedziała o co mogą zdziałać we dwójką, w dodatku bez broni. Wypadły boso na korytarz, Cater w pidżamie, a Seven w samej koszulce. Co wydawało się niesłychane, Akademia była całkowicie uśpiona. Nigdzie nie było widać żadnego nauczyciela, czy kogokolwiek ze starszych. Przebiegając dziedzińcu wpadły na Nine’a i Machinę ubranych w dżinsy oraz podkoszulki.
- Co się dzieje?! – krzyknęła do nich Cater.
Nine podrapał się po najeżonej blond czuprynie. Długa blizna wciąż przecinała jego ogorzałą twarz.
- Nie mam pojęcia. Ale... poczuliśmy, że musimy ruszać. – powiedział spoglądając na Machinę, który przytaknął z zaciśniętymi ustami.
- Ale gdzie?! Skąd ta syrena?!
Całą czwórką dotarli do budynku, w którym mieściła się portiernia. Tu też panowały pustki. Seven spuściła głowę. Poprzedni zapał jakby chwilową ją opuścił.
- Musimy iść, bo jesteśmy... – zaczął Machina. – Jesteśmy...
- Kim... jesteśmy? – Seven osunęła się pod ścianę patrząc na swoje otwarte dłonie.
Coś wyważyło frontowe drzwi Akademii. Do wnętrza holu wdarł się silny podmuch wiatru. Cała czwórka musiała zasłonić sobie oczy, a potem zobaczyli upiorny, szkarłatny blask, sączący się z zewnątrz. Nine podszedł do wyjścia, a Cater drżąc jak w febrze poczłapała za nim. Alejka prowadząca z wyspy Arkham, na której stała Akademia wyglądała normalnie. Jednak świat na brzegu nie przypominał tego co znali do tej pory. Czerwona łuna znaczyła niebo, a upiorna armia wysokich żołnierzy, unoszących się w powietrzu, stała u wrót Suzaku.
- Co to ma być, do kurwy nędzy?! – wrzasnął Nine, przytrzymując się muru.
Żołnierze unosili się w powietrzu i nieubłagalnie przybliżali do szkoły.
- Matko?! – krzyknęła Cater, sama nie bardzo wiedząc czemu. – Matko, jesteś tam?!
Nic się jednak nie wydarzyło. Jeden z żołnierzy był już bardzo blisko drzwi. Dało się zobaczyć, jego ogromny miecz oraz bladą twarz przypominającą maskę. To nie byli ludzie. Czym więc była ta piekielna armia? Cater skądś ich znała. Kiedyś...dawno temu... widziała ich, walczyła z nimi. Ból głowy niemal rozsadził jej czaszkę, zmuszając by przyklękła. Żołnierz stał już prawie na wyciągnięcie ręki. Nine spróbował odciągnąć dziewczynę, ale ta potknęła się, rozciągając jak długa na posadzkę. Usłyszła wrzask Seven i wówczas wydarzyło się cos bardzo dziwnego. Cater poczuła jak czyjeś ręce ją obejmują, a świetliste kawałki papieru wbijają się w upiorne ciało żołnierza, który już szykował się do zadania ostatecznego ciosu. Potem błysnęło długie ostrze. Coś potoczyło się po podłodze. Cater zrozumiała, że była to głowa napastnika. Tuż przy niej w wojowniczej postawie klęczeli Ace i Queen. To jego karty oraz jej miecz unieszkodliwiły żołnierza. Kolejna fala bólu rozdarła czaszkę dziewczyny, obraz przed oczami począł się zamazywać. Ostatnią rzeczą jaką zapamiętała była dawna Klasa Zero stłoczona przy wyjściu ze szkoły. Stali tam wszyscy, nawet King, Jack
i Sice. Lekko zdezorientowani, ale z determinacją na twarzach.
- Znowu razem. Jak dobrze... – wyszeptała Cater, po czym zemdlała.
Obudził ją głośny hałas rzeczy przerzucanych w najwyższej furii. Otworzyła jedno, a potem drugie oko.
- Gdzie to, kurwa, jest?! – darła się Seven wywalając ze swojego biurka wszystko jak leci.
Cater uniosła się na łokciu. Czuła się jakby całą noc piła na umór coś co na pewno nie było sokiem porzeczkowym. Również bełkot miała pijacki.
- Cego tam ... sufas? – zapytała niemrawo.
- Mój projekt na maszynoznawstwo! – Seven chwyciła się za głowę. – Rysowałam go chyba przez dwa miesiące!
Znów zanurkowała w szafce biurka.
- Moze cas...pospsątać... – Cater opadła na poduszkę, ale od razu poderwała się jak oparzona.
Coś ją drasnęło w plecy. Odwróciła się najbardziej jak mogła oglądając tył pidżamy. Bluzka była rozcięta. Spojrzała na materac i dostrzegła dziwny przedmiot. Pojedynczą kartę. Całkiem dużą, z turkusowo-zielonym wzorem. I twardą jak jasna cholera. Kiedy ją wzięła, zobaczyła, że na odwrocie jest pusta powierzchnia.
- A ty, co?! – dopadła do niej Seven. – Będziesz teraz grać w pokera?! Może pomożesz mi szukać, co?!
- Eeeee...tak. – odparła szybko Cater, wrzucając znalezisko do szuflady swojego biurka.
Stanęła wyprostowana, gotowa stawić czoła kolejnym wyzwaniom, ale coś było nie tak. Korzystając, że współlokatorka zagląda teraz pod łóżko, jeszcze raz otworzyła szufladę lustrując uważnie pojedynczą kartę. Wyglądała znajomo. Bardzo znajomo. Nagle wydarzenia poprzedniej nocy dotarły do niej z całą mocą. Mój Boże! Byli tam wszyscy razem przy drzwiach kiedy nadciągnęła armia tych zwyrodniałych żołnierzy. Seven też tam była. Pamiętała ją stojącą pod ścianą. Nine próbował ją odciągnąć od progu, ale dopiero Ace i Queen zaatakowali z powodzeniem.
- Seven? – bąknęła. – Co...co robiłaś ostatniej nocy?
Tamta uniosła głowę znad podłogi i spojrzała na nią zniecierpliwiona.
- Jak to co robiłam! To co i ty. Spałam w tym łóżku. – wskazała na zmiętolone prześcieradło. – A teraz jeśli nie znajdę projektu, jestem skończona!
Wyminęła Cater, po czym weszła do łazienki.
- Na pewno nigdzie nie wstawałaś? – zapytała jeszcze przez drzwi.
- Przestań pieprzyć! Jeśli nie zamierzasz mi pomóc w szukaniu to odpuść sobie...
Cater przysiadła na łóżku zrezygnowana. Seven nie pamiętała nic z zeszłej nocy. Nawet wycia syren, na które kazała jej wybiec z pokoju. Przeczuwała, że z resztą będzie podobnie.
Ubrała się najszybciej jak mogła, po czym wyszła z pokoju nie chcąc słuchać jęczenia Seven. Według planu pierwszą lekcję zaczynała o 11:00. Miała więc jeszcze trzy godziny wolnego. Ciężkim krokiem wyszła na dziedziniec Akademii i ze zdumieniem zobaczyła, że cała Klasa Zero okupuje fontannę. Woda radośnie pluskała, a w przezroczystej tafli odbijały się promienie rannego słońca. Nawet Rem Tokimiya przycupnęła w pobliżu na niskim murku. Ace zauważył Cater i skinął jej na powitanie.
- Co znaczy to zgromadzenie? – zdumiała się.
- Ehm. – chrząknął Ace. – Tak się składa, że to są osoby, które...jadą do Concordii.
Acha, dziwnym trafem Klasa Zero była w komplecie.
- Mamy tutaj zebranie organizacyjne. – dodał z uśmiechem Machina, który wyrósł jakby z podziemi.
- Czemu ja nic o tym nie wiem? – obruszyła się.
- Należy czytać tablicę ogłoszeń. – Kunagiri pogroził jej palcem.
Po chwili zeszła się jeszcze grupka osób z innych klas, nieznanych Cater, a wraz z nimi przyszła Seven.
- Nie znalazłam projektu. – burknęła, po czym usiadła na brzegu fontanny z twarzą ukrytą w dłoniach.
Uśmiechnięty jak zawsze Jack spróbował ochlapać ją wodą, ale posłała mu mordercze spojrzenie.
- Spadaj. – warknęła.
- Ehehehe! Po co ta cała powaga?! – zarechotał.
Od strony Areny, która jak Cater zdążyła się zorientować, pełniła teraz funkcję boiska sportowego oraz miejsca tortur na lekcjach WF-u, nadciągnęły dwie dość wysokie sylwetki. Wystarczyło jedno spojrzenie i od razu wiedziała z kim mają przyjemność. Dowódca Kurasame oraz Emina. Bujne kształty tej ostatniej i charakterystyczny pieprzyk na brodzie, rozpoznałaby wszędzie. Kurasame za to pozbył się maski. Jego regularna twarz prezentowała się w całej krasie, a Cater musiała uczciwie przyznać, że jest diabelnie przystojny. Obecność dowódcy świadczyła dobitnie o kolejnym szokującym fakcie. Przyzwanie Alexandra zainicjowane mocą l’Cie kryształu Suzaku – Setsuny, również nie miało miejsca, albo zostało dziwnym sposobem anulowane. Alexander – legendarny Eidolon – do pojawienia się potrzebował nie tylko mocy l’Cie, ale też sporej grupy uczniów Akademii, w tym samego Kurasame, który zdeklarował się wziąć udział w misji. Wszyscy przypłacili to przyzwanie życiem.
- Dziękuję, że stawiliście się punktualnie. – rzekł Kurasame głosem nakazującym posłuszeństwo.
Ostatnio zmieniany: 2011/12/10 07:54 przez Lacus Clyne.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Kto jest online

Odwiedza nas 384 gości oraz 3 użytkowników.

  • DrewniaQ
  • Em
  • Noel Kreiss

Nowy poziom!

  • elohim awansuje dziś na nowy poziom! (38)
  • Jamuszko awansuje jutro na nowy poziom! (13)
  • Artur121 za 3 dni awansuje na nowy poziom! (29)
  • Iru za 5 dni awansuje na nowy poziom! (31)
  • uitre za 10 dni awansuje na nowy poziom! (30)