Do europejskiej premiery Final Fantasy XIII-2 pozostały już tylko równe trzy tygodnie. Aby umilić fanom oczekiwanie na ten tytuł, Square Enix postanowiło sprezentować im demo gry. Od dwóch dni jest ono dostępne w naszym rejonie na PS Store całkowicie za darmo, tak więc, jeżeli ktoś jeszcze nie miał okazji go przetestować, gorąco zachęcam. Dla tych zaś, którzy z różnych powodów nie mogą tego zrobić, postanowiłam opisać w paru słowach, co też kryje w sobie wspomniane demo.
Już od samego początku widać, że SE porządnie się przyłożyło do roboty. Demo waży bowiem ni mniej, ni więcej jak 1778 MB. Zawiera około 1–2-godzinny fragment rozgrywki, a jego akcja rozgrywa się w ruinach Bresha. Miejsce to w niczym nie przypomina jednak znanego nam z poprzedniej części skrystalizowanego jeziora - to teraz dość ponura i deszczowa lokacja, w której prowadzone są badania. Naszym głównym celem jest pokonanie Atlasa – olbrzymiego stwora, który nie wiadomo skąd pojawił się w ruinach i przeszkadza badaczom w pracy. Oprócz tego możemy wykonać dwie proste misje poboczne, zajrzeć w każdy kąt ruin, a przede wszystkim oswoić i zaznajomić się z systemem walki oraz rozwoju postaci.
SE najwyraźniej postanowiło posłuchać sugestii fanów. Już na samym początku prac nad grą pojawiały się zapewnienia, że w sequelu naprawione zostaną błędy występujące w poprzedniej części, i rzeczywiście jest to prawda. Pamiętacie brak swobody i jakichkolwiek interakcji z otoczeniem? Niemożność zmiany lidera w trakcie walki? Prosty jak konstrukcja cepa system rozwoju postaci? Zero minigierek? Możecie odetchnąć z ulgą - te problemy rzeczywiście zostały zniwelowane. Wprawdzie dano nam możliwość poruszania się tylko po jednej lokacji, ale już na tym przykładzie widać zmiany. Mamy więcej dróg, odnóg, tuneli, mapy są także bardziej szczegółowe i wypełnione ludźmi, z którymi możemy bez żadnych przeszkód rozmawiać. Co jednych ucieszy bardziej, innych (w tym mnie) niestety mniej, powróciły znane nam ze starszych części losowe walki. Tym razem dodano do nich dodatkową opcję, zwaną Mog Clock. Polega ona na tym, że nasz towarzysz Mog (o którym wspomnę jeszcze za chwilkę) ustala nam czas, w którym musimy zaatakować naszego przeciwnika depczącego nam po piętach i tym samym rozpocząć walkę. Jeżeli zrobimy to szybciej, otrzymamy bonus, którym jest atak z zaskoczenia (a więc szybsza szansa osłabienia wroga), a także pozytywne statusy. Jeżeli natomiast znacznie przekroczymy ten czas, walka będzie dla nas trudniejsza, a co gorsza, zostanie zablokowana opcja powtórki. Oznacza to, że Game Over może nie być już tak bezbolesny, jak w poprzedniej części... Uspokajam, że w demie przegranie walki raczej nam nie grozi. Nawet dwie obowiązkowe potyczki z Atlasem są naprawdę proste i każdy, kto grał w FFXIII, powinien sobie bez problemu z nimi poradzić.
Zmiany dotyczą także systemu walki, choć nie są one aż tak znaczące. Oprócz opcji zmiany lidera, otrzymujemy także możliwość łapania i szkolenia potworków, z których pomocy będziemy mogli korzystać w walce. Jest to świetna, przydatna i bardzo zabawna opcja. Wystarczy pokonać przeciwnika w walce, aby przyłączył się do naszej drużyny. Od tej pory będzie go można rozwijać, uczyć umiejętności, nadać mu imię spośród dostępnych (znacznie sympatyczniej wędrować z Purrthem, Clankiem i Totto niż z bezimiennymi stworzeniami), a nawet przebierać. Opcja ta nie daje wprawdzie żadnych dodatkowych właściwości, ale dostarcza niezłej rozrywki (co prawda, jedyną dostępną w demie dekoracją jest niezbyt gustowna czapeczka z daszkiem), a poza tym pozwala odróżnić zaprzyjaźnionego stworka od innych na polu walki. Same potworki również prezentują się doskonale, zarówno te znane z poprzedniej części, jak i te całkiem nowe. Wśród tych drugich z pewnością najwięcej fanów będzie mieć Cait Sith - niezbyt podobny do swojego pradziadka z FFVII kociak fruwający w śmiesznym zawiniątku (skądinąd świetna postać lecząca). Zapewniam Was, że bardzo polubicie te stworki i będziecie żałować, że w jednym momencie można mieć przypisane tylko trzy z nich.
Również system rozwoju przeszedł spory lifting. Nadal mamy Crystarium, ale jest ono znacznie bardziej rozbudowane. Przede wszystkim, to my decydujemy o tym, w którą rolę będziemy inwestować i w jakim tempie. Wcześniej mieliśmy osobne plansze dla każdej z ról, które mogliśmy jedynie po kolei wypełniać - tutaj natomiast otrzymujemy tylko jedną sieć kryształów i to do nas należy decyzja, czy będziemy je wypełniać umiejętnościami i parametrami właściwymi dla Commanda, Ravagera, Medica, czy też jeszcze innej roli. Daje to znacznie większe możliwości, ale oczywiście może też utrudnić grę, jeżeli nie będziemy rozsądnie rozdzielać ról. Ja jednak uważam, że lepiej dać graczowi więcej swobody i pozwolić mu się uczyć na własnych błędach niż uszczęśliwiać go na siłę i stawiać mu niepotrzebne granice. Nie wiadomo jeszcze, jak ów system będzie działał na dłuższą metę, jednak w samym demie przedstawia się naprawdę satysfakcjonująco.
Dodatkowym elementem są minigierki, kompletnie zignorowane w poprzedniczce. W demie mamy dostępną tylko jedną – Temporal Rift, czyli labirynt z kryształami, które należy połączyć. Jest to prosta, logiczna gra, choć oczywiście poziomy w grze właściwej wcale nie muszą być takie łatwe. Ci, którym brakowało tego elementu w trzynastce, powinni być usatysfakcjonowani, zwłaszcza, że w perspektywie mamy także cały park rozrywki z automatami do gry oraz wyścigami chocobo. Niestety, tego elementu w ogóle nie uświadczymy w demie, zatem nie wiadomo jeszcze, czy możemy się spodziewać powtórzenia sukcesu Gold Saucer.
Osobny akapit wypada poświęcić postaciom. Jak wiadomo, główną bohaterką tej części jest Serah - młodsza siostra Lightning. Podróżuje wraz z Noelem, sympatycznym chłopcem w stroju rodem z Aladyna (w wersji angielskiej ma bardzo przyjemny i miły głos) oraz z mooglem, któremu zgodnie z tradycją nadano imię Mog. Mog nie walczy, ale za to służy pomocą i wskazówkami (choć nie zawsze takimi, jakich byśmy oczekiwali), a ponadto umożliwia nam dostęp do sekretnych skarbów poukrywanych na planszy. Poza tym jest przesłodki i bardzo wrażliwy na swoim punkcie – zatem nigdy, przenigdy nie nazywajcie go Piggy Kitty, kupo! Oprócz głównej drużyny poznajemy też Alyssę, która pracuje przy badaniach w ruinach Bresha, a także Chocolinę - wygadaną ekspedientkę paradującą w niecodziennym stroju. Mamy również okazję porozmawiać z wieloma NPC-ami, w tym także z żołnierzami. Tak, nareszcie nie musimy łapać za miecz na widok każdego w zbroi Guardian Corps. To miła odmiana w stosunku do poprzedniej części, w której nasze spotkania z żołnierzami ograniczały się do wymiany ognia. Tutaj wreszcie możemy spokojnie pomiędzy nimi połazić, a nawet przyjmować od nich misje.
Trudno to jednoznacznie ocenić na przykładzie dema, ale prawdopodobnie gra nie będzie tak mocno skupiona na charakterach i wewnętrznych przeżyciach postaci, jak poprzednia część. Widać, że skupia się bardziej na eksploracji oraz zwiedzaniu świata, ma także znacznie bardziej przygodowy klimat. Dla jednych może być to zaletą, dla innych wręcz przeciwnie. Jednego możemy jednak chyba już teraz być pewni – powtórka z FFX-2 nam raczej nie grozi. FFXIII-2 na pewno ma więcej wspólnego z trzynastką niż FFX-2 z dziesiątką. Zapowiada się całkiem ciekawa i przyjemna gra, będąca wypełnieniem oczekiwań fanów, którzy zawiedli się na trzynastce. Jeżeli tylko właściwa gra będzie trzymać poziom dema, to powinniśmy być zadowoleni. Zatem planujcie już zwolnienia lekarskie w szkole i urlopy na luty, bo zanosi się na sporo godzin przyjemnej rozrywki ;)
Recenzja dema Final Fantasy XIII-2
A dlaczegoż to nie pasuje? Przecież może być damska wersja Pulsework Soldiera, doczepi się mu jakiś kwiatuszek i będzie Olivia jak ta lala 
Ja myślę, że skoro ma być mnóstwo questów, misji i lokacji, po których można będzie sobie połazić, to poziomy będą wpadać przy okazji, w takim sam sposób, w jaki to się odbywało w starszych częściach. Zwłaszcza, że będziemy mieć jeszcze możliwość cofania się do poprzednich miejsc, więc naprawdę okazji do walki będzie sporo, zważywszy na to, że nie będziemy mogli omijać potworków. Ja bym się nie obawiała
Ja myślę, że skoro ma być mnóstwo questów, misji i lokacji, po których można będzie sobie połazić, to poziomy będą wpadać przy okazji, w takim sam sposób, w jaki to się odbywało w starszych częściach. Zwłaszcza, że będziemy mieć jeszcze możliwość cofania się do poprzednich miejsc, więc naprawdę okazji do walki będzie sporo, zważywszy na to, że nie będziemy mogli omijać potworków. Ja bym się nie obawiała
Spooney to typowy "hejter" i tyle. No naprawdę... Jak w FF-FFX gracz mógł uruchomić swoją wyobraźnię, to tak to się go trzyma na smyczy. DzIaDoStWo!
Do Pulsework Soldier'ów i Knight'ów nie pasuje żadna 'Olivia'! 'Metal Head' już prędzej...
Z tego co się orientuję to XIII-2 jakiegoś wybujanego poziomu trudności nie ma, więc grindowanie nie jest aż tak bardzo potrzebne oprócz dwu, może trzech, trofeów.
Do Pulsework Soldier'ów i Knight'ów nie pasuje żadna 'Olivia'! 'Metal Head' już prędzej...
Z tego co się orientuję to XIII-2 jakiegoś wybujanego poziomu trudności nie ma, więc grindowanie nie jest aż tak bardzo potrzebne oprócz dwu, może trzech, trofeów.
Nie można nadawać swoich imion pokemo....eee, potworkom, tylko te z listy - przynajmniej w demie. Jak mój mąż twierdzi, może Square'owi przeszło po tym, jak Spooney ponadawał bohaterom imiona typu Whore, Meg Ryan czy Emo Git ;P Ale lista imion jest całkiem pokaźna, na pewno dla każdego stworka coś się znajdzie. Np. nasz "jednoręki robot" Pulse-cośtam (sorry, nazwa wypadła mi z głowy) dostał imię Olivia 
Cait Sith - przeuroczy mob
Ostatnia walka w demie z Atlasem wymagała ode mnie sporego grindowania, ale się udało. Jak będzie jeszcze trudniej niż w FF13, to chyba się zastrzelę... -_-;;; Barthandelus, druga walka, do dzisiaj spędza mi sen z powiek
Cait Sith - przeuroczy mob
Ostatnia walka w demie z Atlasem wymagała ode mnie sporego grindowania, ale się udało. Jak będzie jeszcze trudniej niż w FF13, to chyba się zastrzelę... -_-;;; Barthandelus, druga walka, do dzisiaj spędza mi sen z powiek
Nie bądź taki do przodu, kupo, napisałam o akcesoriach, więc wypadało wspomnieć także o funkcji odróżniającej. W demo nie grał, ale obejrzał na jutubie pewnie ze cztery razy i się teraz mądrzy 
Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że nie ma możliwości nadania własnego imienia potworkowi. Ale te z listy są całkiem fajne. Mnie to osobiście nie przeszkadza, dzięki temu wybierasz to, co pasuje do danego potworka, i nikt nie nazwie swojego Flana "Zenek", "Walduś Kiepski" ani "pani od matematyki", żeby było "śmiesznie" i można było to potem wrzucić na jutuba i pobrechtać.
Chocolina rzeczywiście jest fajna (choć na skrinie w Datalogu graficy nieco przesadzili
), natomiast pani w Historia Crux brzmi dla mnie trochę jak syntezator, ale niech Ci będzie
Zapomniałam jeszcze wspomnieć o sekwencjach QTE, które na szczęście (przynajmniej w demie) są proste i dają wystarczająco dużo czasu, żeby nawet totalnie zaaferowany walką gracz zauważył, że coś się dzieje.
No, w każdym razie wreszcie będziemy mieć jakieś miłe święto w lutym, poza Tłustym Czwartkiem
Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że nie ma możliwości nadania własnego imienia potworkowi. Ale te z listy są całkiem fajne. Mnie to osobiście nie przeszkadza, dzięki temu wybierasz to, co pasuje do danego potworka, i nikt nie nazwie swojego Flana "Zenek", "Walduś Kiepski" ani "pani od matematyki", żeby było "śmiesznie" i można było to potem wrzucić na jutuba i pobrechtać.
Chocolina rzeczywiście jest fajna (choć na skrinie w Datalogu graficy nieco przesadzili
No, w każdym razie wreszcie będziemy mieć jakieś miłe święto w lutym, poza Tłustym Czwartkiem
Piggy Kitty, kupo!!!
Kupośna recenzja, kupo!!!
Łatwo w walce odróżnić nasze "pokemony" od pokemonów" przeciwnika: nasze mają takie białe koła pod nimi, i są one animowane, żeby nawet Emina-sensei to zauważyła, ale chyba jej oczy się zaćmiły.
Crystarium to jest przedziwnie skonstruowana rzecz: niby ulepszasz, ale wzrost statystyk zależy of aktualnego poziomu roli, którą chcemy rozwinąć oraz od rozmiaru kryształu, na który się napatoczymy.
Tak, Cait Sith jest słodziutki, ale czy imienia można wybierać tylko z listy, czy też własne nadać? Bo jak z listy, to w nosie Świnkota mam taką swobodę!
Choco-boco-lina jest za to cudowna, a pani co w Historia Crux mówi (oczywiście jeżeli oglądałaś scenki po pokonaniu Atlasa), to ma bardzo ciepły i mistyczny głos zarazem.
A jeśli chodzi o losowe walki, to myślę, że jakiś stwór albo akcesorium będzie obniżać, ewentualnie niwelować, to. A jeśli tego nie ma, a fani sobie tego zażyczą, to stwór/akcesorium redukujące ilość losowych walk będzie DLC.
Kupośna recenzja, kupo!!!
Łatwo w walce odróżnić nasze "pokemony" od pokemonów" przeciwnika: nasze mają takie białe koła pod nimi, i są one animowane, żeby nawet Emina-sensei to zauważyła, ale chyba jej oczy się zaćmiły.
Tak, Cait Sith jest słodziutki, ale czy imienia można wybierać tylko z listy, czy też własne nadać? Bo jak z listy, to w nosie Świnkota mam taką swobodę!
Choco-boco-lina jest za to cudowna, a pani co w Historia Crux mówi (oczywiście jeżeli oglądałaś scenki po pokonaniu Atlasa), to ma bardzo ciepły i mistyczny głos zarazem.
A jeśli chodzi o losowe walki, to myślę, że jakiś stwór albo akcesorium będzie obniżać, ewentualnie niwelować, to. A jeśli tego nie ma, a fani sobie tego zażyczą, to stwór/akcesorium redukujące ilość losowych walk będzie DLC.










